Szmel Agnieszka - Dzień

Kategoria: Wiersze>Debiuty amatorskie

Zamykam oczy
Śpię
W śnie ktoś puka do drzwi
Stoi on
Z różą
Biorę kwiat
Biorę jego
Zamykam drzwi
Jest dobrze
Budzik dzwoni
Nagle długa przerwa
Dzień

Krynicki Ryszard - Nasze życie rośnie

Kategoria: Wiersze>Poezja polska

Nasze życie rośnie jak trwoga i lęk,
nasze życie rośnie jak kolejka po chleb;

nasze życie rośnie jak trawa, jak kurz i jak mech
jak pajęcza sieć, szron i kolonia pleśni,
nasze życie rośnie nieubłaganie jak kaszel i śmiech;
niezależnie od wojen, rozejmów, rokowań,
odprężenia, zmian klimatu, ONZ,
tajnego wyzysku i jawnej tyranii,
pychy czarnych limuzyn i bezdusznych sędziów,
sług bezeceństwa, poddanych nicości,
trujących gazet i przeszczepów serca,
tajnych układów i jawnego kłamstwa,
drwiny z naszych świętości,
zatrucia atmosfery i trzęsienia ziemi;

nasze życie rośnie niepowstrzymanie, na zgliszczach
i przez najgłuchszy sen,
ponad nami, wokoło i przez nas, którzy jesteśmy
jego marnotrawnymi synami,
nasze życie rośnie jak ukryty wzrost cen, science fiction,
jak cisnienie krwi, imperia fikcji,
obawa przed spóźnieniem do pracy lub spojrzeniem w oczy;

nasze życie rośnie jak płód i jak głód,
nasze życie rośnie jak flora i fauna
ale nasze życie nie rośnie jak nienawiść, żądza odwetu
czy pragnienie zemsty
i nawet wtedy, kiedy nie wie, czego chce,
nasze życie chce żyć

jak człowiek.



1977

Maciąg Aleksandra - Lot (AM)

Kategoria: Wiersze>Debiuty amatorskie

Mój nałóg
dodał mi dziś skrzydeł
stałam się Ikarem

wzleciałam wysoko
widziałam Cię - byłeś zajety gonitwą za szczęściem

leciałam wysoko
skrzydła uniosły mnie pod niebo

zobaczyłam zło - przestraszyłam się

Straciłam kontrolę nad swoimi skrzydłami
Wzleciałam tak wysoko by spadać długo

Widziałam Cię - dogoniłeś szczęście

Skrzydła połamane - cicho płaczą krwią....

Drozd Ivona - * * * [Prawdziwy mężczyzna...]

Kategoria: Wiersze>Debiuty amatorskie

Prawdziwy mężczyzna...to nie tylko

zwykła istota z krawatem pod szyją.

Prawdziwy mężczyzna ma swój honor,

Którego nie zlekceważy nawet

ukochana kobieta.

Prawdziwy mężczyzna wie, kiedy

Pojawić się z szampanem w ręku

i kiedy zniknąć po angielsku.

Prawdziwy mężczyzna z szacunku do swej kobiety

wymawia jej imię z dużej litery.

Prawdziwy mężczyzna o krok wyprzedza

kobiece myśli.

Prawdziwy mężczyzna ma silne ramiona

gotowe do kobiecych wzruszeń i żalu.

Prawdziwy mężczyzna nie obiecuje Złotych Gór,

nie przynosi bukietów róż,

nie zapewnia o dozgonnej miłości-

On sprawia że kobieta codziennie

chce znajdować nową, usłaną różami

serc drogę na szczyt możliwości bycia kochaną...



-Marcinowi

Wawrzyniak Marysia - milosc

Kategoria: Wiersze>Debiuty amatorskie

milosc...
to kwiat polny na lace
to granica nieskonczonosci
to niezmierzony ocean uczuc
to diabelski spiew aniolow
to wielki statek szczescia
to ˝cos˝ w nicosci
to swiatlo w ciemnosci
to bazgraniczne morze radosci
to ptak w przestworzach latajacy
to niebo pelne gwiazd
to cudowny ksiezyca blask
to pewna niepewnosc
to koniec poczatku
to nieogarnione mysli
bo milosc to wszystko
wszystko staje sie miloscia
wystarczy tylko zachwycic sie nicoscia!!!

Asnyk Adam - W dwudziestą piątą rocznicę powstania 1863

Kategoria: Wiersze>Poezja polska

Ruchliwe fale czasu nie zatarły
Twych krwawych śladów, o nieszczęścia roku!
Dotąd w swej grozie posępnej zamarły
Ciężysz nad nami i z przeszłości mroku
Przez lat szeregi kroczysz, widmo blade,
Wlokąc za sobą, jak całun - zagładę.

Wieleż to razy ciebie przeklinano,
A z tobą marzeń zdradliwych ponętę!
Za każdą świeżą z ręki wroga raną
Zawsze twe imię wracało przeklęte
I zamrażało żywsze serc porywy
Krzykiem zwątpienia i bojaźni mściwej.

Z twoich doświadczeń czerpano nauki
I niewolnicze wysławiano cnoty;
Gaszono skrzętnie święty żar, dopóki
Męskim zapałem tchnęła pierś heloty,
Sądząc, że lekiem najlepszym na rany
Jest gwałt polskiemu uczuciu zadany.

Za twoje grzechy Polskę z mieczem w dłoni
Z szat obnażono jak jawnogrzesznicę
I urągano, że praw swoich broni,
I z ran szydzono, i plwano jej w lice,
I z czci ją chciano odrzeć do ostatka,
Jakby to była nie ich własna matka!

Wszystko to w spadku zostało po tobie:
Grzeszne ofiary i grzeszniejsza skrucha,
Bunt tych, co widząc mdlejące już ciało,
Śmieli doradzać samobójstwo ducha,
I więzy, które mocniej się nam wpiły,
I łzy palące... i wstyd... i mogiły...

A jednak pamięć obchodzimy twoją,
Jak ci, co dawno z niedolą zbratani,
Nieszczęściu w oczy spojrzeć się nie boją
I nawet z ciemnej wynoszą otchłani
Tę nieśmiertelną nadzieję, co z dala
Pracę pokoleń wiąże i utrwala.

My obchodzimy twą rocznicę smętną,
Bo dawnych zwycięstw święcić dziś nie śmiemy;
Niewolnik, hańby swej noszący piętno,
W rocznicę chwały ojców stoi niemy,
A tylko ta mu droga jest i święta,
W której sam skruszyć chciał krzywdzące pęta.

My obchodzimy w twym żałobnym święcie
Najbliższą z naszych dziejowych pamiątek
I rycerskiego rapsodu zamknięcie;
Tego rapsodu, co jak krwawy wątek
Przebiegał dziejów pogrobowych kartę,
Zbrojąc wciąż serca pokoleń uparte.

Boś ty nie przyszedł jako klątwa nieba,
Ani nie spadłeś jak grom niespodzianie,
Lecz jak duchowa narodu potrzeba,
W krwawej wypadków wypłynąłeś pianie,
Aby ostatnim orężnym protestem
Zapisać w dziejach nieśmiertelne: Jestem!

Ty byłeś dzieckiem ostatnim epoki,
Która tradycję przechowując żywą,
Z dumnej przeszłości czerpała swe soki,
I wolnych marzeń snując wciąż przędziwo,
Ku zmartwychwstaniu stale naprzód biegła
Tak jeszcze bliska... a tak już odległa.

Nad tą epoką jaśniał jeszcze w górze
Duch niepodległej ojczyzny widomy,
Jeszcze francuskiej rewolucji burze
Świat wstrząsające rozrzucały gromy,
I biła na nią krwawych świateł fala
Z wojennych ognisk małego kaprala.

To pokolenie, które wówczas wzrosło,
Dni Listopada było niedalekiem,
I swoich ojców rycerskie rzemiosło
Z krwią wzięło w spadku i wyssało z mlekiem
Żywą tradycję krótkiej zwycięstw chwały
I majestatu Polski zmartwychwstałej.

W cudownej przed nim spływały legendzie
Postacie wodzów, strojne w liść wawrzynu,
Wieszczów krwawiących swe piersi łabędzie
I męczenników rwących się do czynu
Więzienia, groby, szubienice, krzyże
I śnieżna, mroźna otchłań na Sybirze...

Więc silniej każde uderzało tętno,
I klątwa wieszczów na grunt padła żyzny,
Budząc gniew, zemstę i boleść namiętną
Nad poniżeniem i hańbą ojczyzny.
I wszystkie serca zbroiły się harde,
W niewolniczego żywota pogardę.

Jeszcze ten łańcuch duszącej niewoli
Nie zatamował męskiego oddechu,
Jeszcze męczeńskiej naszej aureoli
Nie tknęło błoto urągań i śmiechu,
I pokutnicze nie straciły tłumy
Ostatnich błysków narodowej dumy.

Nie było nawet podówczas w zwyczaju
W dyplomatycznej ślizgać się zabawce,
W lada koniuszym lub dworskim lokaju
Zaraz ojczyzny upatrywać zbawcę,
I tym, co jawnie wyparli się Polski,
Dawać na kredyt mandat apostolski.

Kiedy kto z wrogiem chciał wchodzić
w konszachty
I stawiać złote zjednoczenia mosty,
Nie powiadano w gronie braci szlachty,
Że to mąż stanu, lecz że zdrajca prosty,
I nie wróżono nowej szczęścia ery,
Widząc na piersiach błyszczące ordery.

Jeszcze przybierać nie umiała Polska
Postaci gadu, co się u stóp czołga;
Wolała, żeby w drodze do Tobolska
Trupy jej synów unosiła Wołga,
Wolała ponieść ofiary najkrwawsze,
Niżby się miano wyprzeć jej na zawsze.

O! Wtedy jeszcze nurtem tajnych koryt
Płynęły na świat idealne mary
I nadawały cudowny koloryt
Tkanej przez losy przędzy życia szarej,
A na niebiosach jaśniał blask nadziemski,
Niby wschodzącej znów gwiazdy betlemskiej.

Męki wygnania, tęsknoty sieroctwa
Tonęły w wielkim mistycznym zachwycie;
Sny mesjaniczne, natchnione proroctwa
Nad ziemią inne wytwarzały życie,
Gdzie rzeczywistość znikała sprzed oczu
W gwiaździstym, sennym marzenia przeźroczu.

Pamiętam dotąd chwile owych wiosen,
Gdy serca nasze paliła tęsknota,
A bór nam szumem dębów swych i sosen
Śpiewał, jak stary pieśniarz wajdelota,
Rycerskie pieśni dawnej przodków chwały,
Które nas czarem swoim upajały.

Pamiętam dotąd, jak nam szmer strumieni,
Słowików śpiewy, powiew kwiatów woni
I zorza, która błękity rumieni,
I wszystko wkoło wciąż mówiło o Niej,
O nieśmiertelnej, co w grobowcu czeka
Na odwalenie kamiennego wieka...

A w piersiach naszych z każdą chwilą rosła
Miłość bezbrzeżna, wyłączna, jedyna,
Co na swych skrzydłach duszę w błękit niosła,
Jakby do matki stęsknionego syna,
Z wiarą, że w górze poza chmur zasłoną
Ujrzy ją znowu - jasną i zbawioną.

Myśmy ją wszyscy przed sobą widzieli:
Cudowną postać w złotej gwiazd koronie,
W niepokalanej czystości i bieli,
Ze zmaz obmytą przez anielskie dłonie,
Z twarzą podobną do Najświętszej Panny
I blask z swych włosów siejącą poranny.

Każdy ją wieńczył w własnych rojeń kwiaty
I jej piękności odczuwał inaczej;
Każdy w odmienne ubierał ją szaty,
Lecz nikt nie wątpił, iż po dniach rozpaczy
Nadpłynie w blasków różanych powodzi
I swą pięknością cały świat odmłodzi.

Więceśmy ręce do niej wyciągali,
Wołając: Zstępuj z błękitów, królowo!
Krzywdy nędzarzów zważ na prawa szali
I sprawiedliwość wymierz im na nowo,
Zawieś miecz pomsty nad fałszem i zbrodnią
I bądź ludzkości gwiazdą znów przewodnią.

My ci pod stopy ciała swe uścielem,
Abyś stanęła na nich jak na tronie
I praw zgwałconych stała się mścicielem,
Z błogosławieństwem wyciągając dłonie
Ku tym, co cierpiąc niesłusznie skrzywdzeni,
Wzywają ciebie z czyśćcowych płomieni.

My nic dla szczęścia swego, nic dla siebie
Nie pragniem, nawet nie żądamy dożyć
Chwili, gdy z jutrznią zabłyśniesz na niebie.
Chcemy na zawsze w prochu się położyć
I za swe wiano wziąć niepamięć wieczną,
Byłeś Ty jasność rozlała słoneczną.

To wszystko teraz w przepaść się zapadło,
I już przeminął czas rycerskiej służby;
Z błękitów jasne zniknęło widziadło,
Umilkły wieszcze natchnienia i wróżby,
A burza nieszczęść strąciła nam z głowy
Nawet ostatni wieniec nasz - cierniowy.

Śpiewne serc głosy, idealne hasła,
Płomienne słowa, mistyczne zachwyty
Przebrzmiały - lampa cudowna zagasła,
Na ziemię runął ideał rozbity...
I w naszych oczach rozpadło się w gruzy
Tęczowe państwo romantycznej muzy.

Prąd czasu innym popłynął korytem,
Nastała nowa epoka - żelazna,
Która wciąż ziemskim zaprzątnięta bytem,
Niebiańskich widzeń słodyczy nie zazna
I tylko w ziemi wnętrznościach się grzebie,
Zajęta myślą o codziennym chlebie.

Uboga duchem i uczuciem skąpa,
Dokoła cień swój roztacza ponury,
Ciężko po ciałach swoich ofiar stąpa,
I chciwą dłonią szarpiąc pierś natury,
Pragnie zasłonę zedrzeć tajemniczą,
Za coraz nową zdążając zdobyczą.

Choć na chorągwi kładzie prawdy znamię,
I ludzkiej wiedzy skarbnicę bogaci,
Czynami swymi wiecznym prawdom kłamie
I fałsz podaje w misternej postaci,
I jadem zbroi węże i padalce,
By zwyciężały w strasznej o byt walce.

Nastała nowa epoka, z obliczem
Nieubłaganem, lodowatem, chmurnem;
Jej bóg jest owym, nie wzruszonym niczem,
Pożerającym swe dzieci Saturnem,
A jej religia, dziką tchnąca grozą,
Drapieżnej siły jest apoteozą.

Z nową religią nowi są prorocy,
Co słabszym niosąc wyrok unicestwień,
Głoszą królestwo gwałtu i przemocy,
I ewangelię plemiennych rozbestwień,
Jako pociechę wskazując w rozbiciu
Nędzę i nicość - i w śmierci i w życiu.

Pod ich chorągwie spieszą ludzie nowi
Widząc, że wiara przeszłości zawiodła
Urągać czystych poświęceń duchowi,
Kruszyć braterstwa i wolności godła,
Przed złotym cielcem korzyć się tyranii
Panmoskwicyzmu albo pangermanii.

I u nas przyszło nowe pokolenie,
Wpatrzone w ziemię z chłodem i rozwagą,
Pragnące teraz na dziejowej scenie
Odgrzebać z gruzów rzeczywistość nagą,
Podstawę bytu, mniej od dawnej chwiejną,
By na niej znowu budować kolejno.

W twardej nieszczęścia urobione szkole,
Zrzekło się marzeń zdradliwych słodyczy;
Krępuje skrzydła młodości sokole,
W każdym

Gawin Sebastian - Zadużenie

Kategoria: Wiersze>Debiuty amatorskie

Jak przez mgłę wspomnienia powracają,
Tych ciepłych dni,gorących nocy,
Pierwsze spojrzenie, ciepło Twych rąk,
Rozpalone usta czekające na moje,
Niewinne oczy,ciekawe świata,
Duszę Twoją w nich widziałem,
Niecierpliwe palce szukające wciąż...
Dnie, które były radością,
Noce, czas czekania, w śnie spotaknia,
Bliskość... tak mi tego brak,
Siedząc sam, słuchając ciszy,
Wpatruję się w dal tego miejsca,
Gdzie razem byliśmy,
W ciemności przy muzyce szukające się usta,
Dłonie uczące się Ciebie na pamięć,
Oczy, w które mógłbym patrzeć wiecznie,
Wciąż było mi mało Ciebie,
Spokój teraz w sercu mym panuje,
Nie zburzy tego nikt
Harmonia, spokój, wszystko odnalazłem w Tobie...

Nowak Joanna - Nie jestem

Kategoria: Wiersze>Debiuty amatorskie

Nie jestem silna
Nie jestem wytrwała
Nie jestem prosta
I czysta nie jestem
Nie jestem człowiekiem
Nie jestem powietrzem
Jestem to jestem
Gdy zechcesz
Mnie nie ma
Nie jestem wolna
Nie jestem dumna
Nie jestem słodka
I zimna nie jestem
Wciąż się pojawiam
I ciągle znikam
Dlatego ze mną jesteś

Przewłocki Adam - O istnieniu

Kategoria: Wiersze>Debiuty amatorskie

Czy to tylko traf, że urodziłem się
w epoce zła?

Czy tkwi we mnie dziwny
czar chaosu?

-Niewien!

Sam siebię nie pojmuję.
Dusza romantyka - w melancholi pogrążona lecz pozytywisty myśl także tkwii w sercu moim.
Czasem także idea konserwatysty
naszych złudnych czasów.

Kim więc jestem?

Napewno człowiekiem odrzucającym słowa
pogardy. Pogardy dla tekstów szczęścia.
Człowiekiem odrzucającym
komentarze zazdrosnych przez
odurzający napój pychy.

Drżę gdy na myśl przychodzi mi
życie wielu istnień ludzkich.
Jakże śmieszą poczynania ludzi przypodobających
się zwodniczej modzie zachowania.

Moda ta oparta na złym potoku myśli
jakże wielu uległo jej zniekształconemu zwierciadłu.
Jakże wielką głupotą patrzeć jedynie na ramę -
piękną oprawę fałszywego obrazu.

czy wobec tego jestem skazany na samotność
wśród towarzystwa ludzi!

Nie! Gdyż nie jestem sam!
Niewielu ich jest, ale istnieją jeszcze tacy
którzy przechodzą przez las ukrytego
lecz realnego szczęścia. Tych, którzy
stronią od złudnego boru
groteskowej obłudy.

Życie jest prozą ciężkiej fabuły.
Ja piszę tę prozę wierszem
i obca mi zgryzota braku sensu.


Wystarczy pomyśleć, a wszystko zyskuje sens.
Dla tych wielu, którzy mówią że życie prozą jest -
sens w ciernistych krzewach tkwi.
Dla mnie jednak sens przyobleczony jest
przez zmysłowy zapach kwiatów szczęścia.
Kwiaty poezji tej nie więdną.

Mogą gubić jedynie swój wspaniały blask, lecz na tyle
są mocne aby odrzucić szarość i odzyskać toń ciepła i zapach
natury nam danej przez Stwórcę.

Jakże więc można żyć w zgryzocie?

- Nie pojmę.

Jeśli człowiek nie ulega modzie tego
zachowania i nie patrzy
olśniony na zwierciadło zgryzoty
i jeśli człowiek ma wykupiciela - a każdy go ma
nie może żywić pogardy do lasu szczęścia.

Jeśli nawet wszyscy się odwrócą, to nie możliwe
jest być pojedynczą nicią.
Stwórca bowiem zawsze związany jest
solidnie ze słabym człowieka supłem.
Jeśli ja taki jestem to tylko
czas zadecyduje, kiedy oplecie ten sznur,
trzeci knot. ˝A sznur potrójny nie prędko się zerwie˝.

Wciąż nie pojmuję zawiści wielu ludzi.
Wciąż nie mogę pojąć ich śmiech pogardy, który ich tylko
ośmiesza.

Sami sobie ˝przydomek ryby˝ nadają.

Kiedy rzekłem, że prochem jestem jedynie, ktoś mi
odpowiedział:
˝Jesteś więc nieszczęśliwy˝.

Tego także nie pojmę.

Jakimż szczęściem wielkim być
prochem żyjącym tchnieniem Stwórcy.
Jakże wielka to radość prochem być
nie zważającym na opinię ludzi
z ˝przydomkiem ryby˝.

Kto wiec chce będzie się cieszył
powietrzem wolności zielonych traw
realnego szczęścia.
Lecz jakże mało jest chcących.

Być sobą trwać w rzeczywistej wierze.
Wtedy nie utonie się w wodach marności.

Kołbuk Marek Michał - Prośba

Kategoria: Wiersze>Debiuty amatorskie

Prośba
Czy potrzebny ból i łzy
By usłyszeć wypłowiałe słowa
Wspólne życie po prostu my
Ty i ja to szczęścia połowa

Dobrze kroczyć tak we dwoje
Dając radość tym w potrzebie
By odeszły niepokoje
Jakże miłość nieść bez Ciebie

Służyć życia codziennością
Człowieczeństwem tym zwyczajnym
Wspierać bytu ułomnością
Być człowiekiem być normalnym.

Brzechwa Jan - W lesie

Kategoria: Wiersze>Poezja polska

Życie przede mną leży, życie ode mnie bieży,
Kto wierzy, ten nie mierzy doczesnych swych rubieży.

Budzę się wczesnym rankiem, patrzę na ciebie śpiącą,
Idę do mego lasu w ten szum i w to gorąco,

Biegnę w pochłonną zieleń, śpieszę w zacisze nasze,
Polne owady płoszę, leśne słowiki straszę.

Życie przede mną leży, życie ode mnie bieży,
Mówię to jak najprościej, wyznaję jak najszczerzej,

Spójrz, co się dzieje we mnie! Spójrz, jak omdlewam cały,
Tak śpieszno mu w te leśne ochłody i upały.

Trawa się ściele w lewo - trawa się ściele w prawo,
Kto mnie zanurzył w tobie, moja zielona trawo?

Twarzą upadam w rosę, czuję, i wiem, i słyszę,
Jak pająk na swej nici nade mną się kołysze,

Jak słońce karbowane od liści się odbija,
I jak to życie leśne, weseląc się - przemija.

Trawa po wierzchu śliska, od spodu chropowata,
Z warg moich, jeszcze gorzkich, znój całonocny zmiata,

Z mrowiska płynie strumień takich znikomych istnień,
Że choć na liściu nikną - świat dla nich trwa bezlistnie,

A ja to wszystko widzę i śmieję się w podziwie
Dla tej radości leśnej, gdzie sercu tak szczęśliwie.

Śpiewam - a drzewa szumią. Śpiewam - a życie bieży,
I wszystko jak najprościej, i wszystko jak najszczerzej.

Milczę - a trawa rośnie. Patrzę - a dzień dojrzewa,
Biegnę w zielone gąszcze między zielone drzewa,

I zna mnie już dąbrowa, i zna mnie bukowina,
I bór wysokopienny dla mnie swój cień rozpina,

I taka cisza we mnie... Cisza co trwa i nuży,
I jeszcze tak daleko, daleko mi do burzy.

Kozak Krzysztof - Litość

Kategoria: Wiersze>Debiuty amatorskie

...Jestem ptakiem
zagubionym wysoko nad ziemią
wiszącym na wietrze
podrywa i kieruje mnie powietrze...

...Nie mam nikogo
do kogo miałbym wrócić
i komu
szczęście miałbym przywrócić ...

...Nikt mnie nie przygarnie
i nie przytuli jak pod skrzydło anioła
, tylko czuje kopnięcie
mocniejsze niż woła.

... Jestem czasem jak lew
ze wzrokiem niszczenia
i ręką zgładzenia
,ale teraz jestem
jak mysz chowająca się w noże
i wołającym słowa

˝pomóż mi Boże˝

tylko że ktoś mnie nie słucha
i czuje się gorzej
niż martwa mucha...

...Lecz niedługo
mam nadzieje
że to się skończy
i słowo Boski mnie
z kimś aż do śmierci połączy...

Sadzisz Michalina - Odrobina szczęścia (MS)

Kategoria: Wiersze>Debiuty amatorskie

Otwarłam drzwi
Usłyszałam czyjeś kroki...
Ubrane w codzienność
W moje wnętrze
Weszło szczęście
Niby obce uczucie..
I skończył się dzień
W którym coś się zmieniło
Nadeszła noc
Obudziłam się rano
W środku nie było nikogo
Tylko drzwi
Otwarte za tobą...

Skowron Justyna - Dziś

Kategoria: Wiersze>Debiuty amatorskie

Złote - myśli czy kamienie
Dziś jeszcze nie wiem.
Srebrne - słowa czy rzemienie
Dziś tego nie wiem.
Czarne - chwile czy strumienie
Dziś nawet nie wiem.
Białe - kruki czy marzenie
Dziś nie odgadne.
Mgliste - spojrzenie czy wspomnienie
Dziś je sprzedaję.
Jasne - patrzenie czy myślenie
Dziś to rozstrzygnę.

JJ 18.06.2000

Rusiniak Artur - Muzyka miłości

Kategoria: Wiersze>Debiuty amatorskie

Dotknęłaś struny na której przysiadł demon
brzęknęłaś nią delikatnie
demon zadrżał

w obawie przed strąceniem
wezwał zastępy pobratymców
aby utrzymać strunę

siedzą zgorzkniali starcy
na miękkiej strunie
ani myśląc puścić

zlecieli z całego umysłu
obstawili każdy skrawek struny
spięli się i mocną ściskają

jak im się znudzi puszczą i odlecą
może zostanie jeden albo dwóch
wtedy poproszę
zagraj jeszcze raz

Momot Przemysław - ginące lasy

Kategoria: Wiersze>Debiuty amatorskie

Patrząc na te czasy
Giną wszystkie lasy
I to człowiek je wycina
aż się krzywi mina
Krzywi się bo musi
Bo go pieniądz kusi
I już nie ma na to rady
Bo to są wrodzone wady
Lecz nie wszystko jest stracone
Bo te firmy wzbogacone
Tam gdzie drzewa wycinają
Niech i nowe posądzają