Krab i jego matka

Matka kraba chciała zmotywować swojego syna, aby nauczył się chodzić bokiem, niestety sama tego nie potrafiła.



Historyjka uświadamia, że chcąc kogoś pouczać, sami musimy posiadać określone kompetencje. Nie można wymagać od drugiej strony tego, czego sami nie potrafimy wykonać. Autorytetu i szacunku nie buduje się poprzez stawianie wymogów, ale głównie dając dobry przykład.

Królewskie urodziny

To opowieść o mądrym królu, który w dniu swoich dziewięćdziesiątych urodzin postanowił zrezygnować ze zobowiązań, jakie łączyły go z przypadkowymi ludźmi. Na przyjęciu urodzinowym władca podzielił otrzymane prezenty na dwie grupy - podarki anonimowe i podpisane. Wszystkie podpisane prezenty zwrócił ofiarodawcom. Podziękował jedynie za pamięć o nim i wyraził nadzieję, na dobrą relację w przyszłości. Przyjął natomiast prezenty anonimowe, bo do niczego go nie zobowiązywały. Nie musiał się też martwić o to, kim jest wręczający. Prezentów anonimowych było niewiele, ale dla króla oznaczało to, że są szczere. Władca wiedział, że pochlebstwa mówione na pokaz lub z myślą o własnych korzyściach są nic nie warte.

Bajka mówi o tym, że dawanie prezentów w celu osiągnięcia własnych korzyści jest postępowaniem niewłaściwym, a jedynie anonimowość darów gwarantuje szczerość motywów ofiarodawcy.

Dar wróżki

W jednym domu mieszkały razem z matką dwie siostry: uprzejma i gburowata. Matka większymi względami darzyła starszą, nadętą córkę, która była niejako jej odzwierciedleniem. Natomiast młodsze dziecko, z charakteru podobne do nieżyjącego już ojca, zawsze wykonywało najcięższe prace domowe. Pewnego razu uprzejma siostra poszła po wodę do źródła. Gdy płukała dzban, zauważyła staruszkę, która poprosiła ją o to, by dała się jej napić, co dziewczyna chętnie uczyniła. Jak się okazało, była to przebrana wróżka, która nagradzając cnotę dziewczęcia, sprawiła, że z każdym jej słowem z ust jej padał kwiat lub klejnot. Uprzejma córka wróciła do domu i opowiedziała całe zdarzenie matce. Kobieta postanowiła, że wyśle tam również swoją drugą córkę, aby i z niej mieć pożytek. Ta jednak, z natury niemiła, nie użyczyła dzbana wróżce, tym razem przebranej za damę. Za karę z ust dziewczyny, z każdym słowem padały ropuchy i węże. Rozzłoszczona chciała się zemścić na siostrze, lecz ta uciekła z domu. W lesie znalazł ją książę i po wysłuchaniu opowieści zabrał ją ze sobą do zamku, by uczynić ją swoją żoną. Docenił nie tyle wartość klejnotów, co jej szlachetny charakter.

Bajka uczy nas okazywania uprzejmości innym, zwłaszcza nieznajomym. Nie wiemy przecież, czy spotkamy się jeszcze z tym człowiekiem, czy też nie, a uprzejme zachowanie może wpłynąć na naszą pierwszą ocenę. Uprzejmość to ważny element relacji międzyludzkich, który może nam ułatwić nawiązanie kontaktu i sfinalizowanie transakcji. Poza tym bycie miłym często przynosi dodatkowe, niespodziewane korzyści. Warto również wystrzegać się powielania zachowań, które już raz przyniosły efekty, gdyż nie jest zasadą, że to, co raz się udało, powtórzy się z sukcesem ponownie.

Zestaw pierwszej pomocy

Historia opowiada o pewnej pracownicy pogotowia, której dyżur pierwszej pomocy przypadł w pobliżu popularnej plaży. Zauważyła szybko, że na trawniku i piasku znajduje się sporo potrzaskanych butelek i innych ostrych przedmiotów. Pomyślała, że aby zaoszczędzić sobie przyszłej pracy pozbiera porzucone śmieci. Odłożyła, więc na bok swój zestaw pierwszej pomocy i zabrała się do realizacji planu. Wtem, pewien staruszek zaciekawiony jej pracą potknął się o postawioną torbę i nieszczęśliwie skaleczył nogę.

Bajka uczy, aby zawsze dobrze przemyśleć każdy swój ruch i czynność. Nie zajmujmy się tym, do czego nie zostaliśmy skierowani czy przeznaczeni. Zajmując się nie swoimi zadaniami, wprowadzamy chaos w organizacji, przez co możemy doprowadzić do nieoczekiwanych lub niekorzystnych sytuacji. Chcąc lepiej i szybciej coś załatwić, możemy paradoksalnie sprawić sobie więcej pracy.

Bunt w ZOO

W miejskim ZOO zwierzęta postanowiły się zbuntować. W tym celu wielokrotnie naradzały się ze sobą i szukały sposobów, aby przyłączyło się ich do strajku jak najwięcej innych zwierząt. Pierwsze zebry się nastroszyły na kiepską obsługę, a tuż potem dołączyli do nich krokodyl i pawian, skarżąc się na złe jedzenie. Zwierzęta zbierały się tłumnie, uskarżając się na wiele niedogodnych aspektów ich życia. Nawet w terrarium bunt został wzniecony. By zakończyć te narzekania, dyrektor zoo rozpuścił plotkę o dodatkowych szkoleniach, zarządzeniu musztry i przewidzianych dodatkowych zajęciach. Od tego dnia zwierzęta w ZOO już się nie skarżyły i, żyjąc ze sobą w zgodzie, spędzały miło czas.

Opowiastka uświadamia, jak ważnym elementem funkcjonowania grupy, jest odpowiednie zarządzanie czasem pracy, jak i potencjałem możliwości każdego członka. Rozsądne planowanie zajęć, zapobiega rozprężeniu w działaniu oraz powstawaniu nieuzasadnionych roszczeń.

Skarb w kuchni

Bohaterem opowieści jest rabin o imieniu Izaak. Którejś nocy przyśnił mu się pewien głos, który namawiał go do wyjazdu do Pragi, gdyż pod mostem prowadzącym do królewskiego zamku, rzekomo czekał na niego wielki skarb. Starszy człowiek nie wierzył jednak snom i zignorował wskazówkę. Sen jednak zaczął go nawiedzać regularnie - głos, zamek i skarb pod mostem. Zaintrygowany wybrał się do miasta z nocnego marzenia, most jednak był bezustannie pilnowany przez grupę strażników. Kręcił się kilka dni w pobliżu, nie wiedząc, jak zbliżyć się do celu i zaspokoić ciekawość. Zauważył go w końcu dowódca straży i zapytał o powody codziennych odwiedzin. Zmieszany mężczyzna wyjawił mu całą prawdę. Ten zaśmiał się tylko, wyznając, że gdyby wierzył w sny, musiałby wyjechać do Krakowa i szukać pewnego Izaaka, syna Ezechiela, gdyż zgodnie z jego snem, pod podłogą w kuchni krakowiaka ukryte są kosztowności.

Opowieść uczy, że droga do celu często może być kręta i zaskakująca. Nigdy nie wiemy, które z posunięć albo odczytanych wskazań okaże się pomocne, a nawet kluczowe dla naszych działań. Dlatego nie należy bagatelizować nawet najmniejszych szczegółów czy nieracjonalnych rad, bo wszystkie mogą się stać przydatne. Zarazem należy pamiętać, że rzeczy często nie są takie, za jakie je mamy. Warto dlatego podejmować określone ryzyko i działać w stanie pewnej niepewności.

Mądra sowa zaprasza na debatę

Przypowieść opowiada o pewnej mądrej sowie, która była świadoma swej mądrości i tego, że racja leży po jej stronie. Z takim przekonaniem zaprosiła inne ptaki na debatę, aby założyć partię pod swoim przewodnictwem. Zarazem rozumny ptak zdawał sobie sprawę, że istnieje wiele rodzajów wiedzy, w tym wiedza polityczna. Sama mądrość złożona z wiedzy i doświadczenia nie była jednak wystarczająca, bez posiadania kręgosłupa moralnego i zdolności panowania nad emocjami. Sowa nie posiadała tych atutów i wiedziała o tym, tak samo dobrze jak inne ptaki. Dlatego mało kto przybył na wysłane zaproszenie i nie chciał wstąpić do jej ugrupowania. Nie pomogła nawet obietnica wysokich stanowisk dla wpływowych ptaków. Sowa musiała jeszcze nad sobą popracować.

Dzięki bajce może zdać sobie sprawę, że nawet dobre wykształcenie i znaczne doświadczenie, nie zagwarantują nam sukcesu. Ważna jest jeszcze osobowość, pewne cechy charakteru, które świadczą o wartości i autorytecie człowieka. Zarazem jeśli nie potrafimy opanować emocji, w oczach innych ludzi stajemy się nieprzewidywalni, nasz wizerunek cierpi, a przekaz traci na klarowności i znaczeniu. Samo przekonanie o swoich racjach nie wystarczy, bo trzeba jeszcze przekonać do nich innych, aby zbudować zespół czy sprawną i trwałą organizację. Każda trwała struktura musi opierać się na określonych wartościach i wzorcach postępowania, inaczej ulegnie ona szybkiemu rozkładowi i chaosowi. Postępujmy także uczciwie i sprawiedliwie, gdyż takie działania motywują pracowników i określają jasne zasady rozwoju i awansu.

Stały bywalec

Bohaterem tej historii jest pewien stały bywalec codziennego przedstawienia. W nadmorskim amfiteatrze, w okresie letnim wystawiono pewną sztukę. Niestety, nie zebrała ona korzystnych recenzji, i przy każdym kolejnym występie, coraz mniej widzów zaszczycało aktorów swoją obecnością. Jedynym stałym punktem audytorium był nasz bohater, co bardzo schlebiało a zarazem motywowało trupę artystyczną. Niestety, środki finansowe zmusiły wkrótce organizatora do zakończenia występów. Jednakże, po ostatnim spektaklu przesłano specjalne ukłony i ciepłe słowa bohaterowi siedzącemu w pierwszym rzędzie. Ten wstał i nieco zakłopotany podziękował za uznanie, wtrącając nieśmiało, że przychodził za każdym razem, bo to było jedyne miejsce, gdzie jego żona nie pomyślałaby go szukać...

Historia uzmysławia, że motywy działania ludzi mogą być bardzo różne. Sedno zagadnienia stanowi odgadnięcie albo dotarcie do źródeł i przyczyn takich, a nie innych zachowań i reakcji. Zarazem, aby wykreować określony wizerunek można posunąć się do chłodno wykalkulowanych działań, zachowywać się nawet wbrew własnej naturze, temperamentowi a nawet trybowi czy stylowi życia.

Złota kaczka

Bajka opowiada historię pewnego warszawskiego szewczyka imieniem Lutek. Dobry był to chłopak, wesoły i pracowity, ale bardzo biedny. Pracował u pewnego skąpego majstra, który liczył każdy grosz, a chłopakowi nie dał porządnie zarobić. Zapewniał mu wprawdzie wikt i opierunek, ale stare łachy szefa oraz wodzianka z kartoflami dalekie były od ideału. I tak mijały kolejne lata, a Lutek wciąż żył w biedzie. Znudziło mu się już takie psie życie i wpadł na pomysł, aby zaciągnąć się do wojska, gdyż wierzył, że jest zdolny i waleczny, i szybko zostanie wielkim generałem. Marzenie jednak pozostawił niezrealizowane i czekał dalej na odmianę swego losu. Pewnego razu w karczmie spotkał czeladnika, który szył gwardyjskie buty dla samych oficerów. Gawędzili miło, aż do późnego wieczora, gdy temat zszedł na dawne warszawskie podania. Jeden ze starych szewców zaczął opowiadać, że jakoby w samej Warszawie łatwo o pieniądze i sławę, tylko trzeba mieć dość rozumu i odwagi. Zaciekawiony Lutek zapytał starego o szczegóły, a ten zaczął snuć swoją opowieść. Rzekomo na Ordynackiej, w podziemiach starego zamku, mieszka królewna zamieniona w złotą kaczkę. Ten, kto ją tylko odnajdzie, zdobędzie skarby tak ogromne, że niechybnie zostanie wielkim bogaczem. Królewna pod zwierzęcą postacią miała się ukazywać jedynie w czasie nocy świętojańskiej. Poczekał więc Lutek na odpowiedni dzień i pod wieczór udał się w kierunku Ordynackiej. Wszedł w końcu na Tamkę, skąd prowadziło wejście do lochów rzeczonego zamku. Następnie przecisnął się przez okratowane okienko, znajdujące się tuż nad ulicą, gdyż był chudy i zwinny jak wąż. Wszedł do ciemnego i dusznego wnętrza, po czym zapalił świeczkę i ruszył z wolna przed siebie. Korytarz był długi, wąski i kręty i prowadził coraz niżej i niżej. W końcu dotarł do dużej piwnicy z jeziorkiem pośrodku, po którego tafli pływała złota kaczka. Gdy tylko zdążył wymówić pierwsze słowa, z kaczki powstała przecudnej urody dziewczyna. Zapytała wprost przybysza, czego od niej oczekuje. On jednak odrzekł skromnie, że zrobi wszystko to, co tylko ona rozkaże. Powiedziała mu zatem, że uczyni go wielkim bogaczem, ale pod warunkiem, że wyda w ciągu następnego dnia, tylko na własne potrzeby, okrągłe sto dukatów. Szewczyk roześmiał się głośno, gdyż nie widział w tym zadaniu nic trudnego. Odebrał mieszek z dukatami z rąk księżniczki, a ta przyrzekła mu, że jeśli spełni jej żądanie, otrzyma niezmierzone ilości wszelakich dóbr. Przypomniała mu jeszcze, że nie może oddać nikomu ani grosza, po czym znikła z dziwnym uśmiechem na twarzy. Chłopak przestraszył się nieco, a potem pędem pobiegł w kierunku wyjścia. Następnego dnia z samego rana, wypuścił się na miasto z zamiarem jedzenia, picia i zażywania wszelkich innych uciech. Po pierwsze, udał się do najlepszych sklepów z odzieżą, gdzie nabył strój godny samego hrabiego. Następnie skierował swoje kroki do porządnej gospody, gdzie postanowił najeść się i napić za wszystkie czasy. Nazamawiał i spałaszował liczne pęta kiełbasy, kiszki, miękkie rogale z masłem, a całość popił najlepszym piwem. Najadał się tyle, że miał przeświadczenie, że przez trzy dni niczego nie weźmie do ust, ale niestety rachunek opiewał tylko na dwa złote i dziesięć groszy tradycyjnego napiwku. W tym momencie, pierwszy raz zmartwił się poważnie, czy uda mu się w ciągu jednego dnia wydać taką sumę pieniędzy. Niewiele myśląc, wybrał się w konną wycieczkę do Wilanowa. Rozsiadł się jak basza w bryczce ciągniętej przez cztery rumaki i pognał przed siebie. Gdy przybył na miejsce, zapłacił hojnie powożącemu, a następnie dał dukata odźwiernemu przy bramie parkowej. Pospacerował po zamku i ogrodzie, a popołudniu wrócił do miasta. Do tego momentu wydał zaledwie pięć dukatów, a czas upływał. Spacerując ulicą, zauważył afisz teatralny i pierwszy raz w życiu wybrał się na spektakl. Gdy wyszedł ubawiony setnie komediową sztuką, było już dość późno, ale dalej nie wiedział, w jaki sposób wydać resztę środków. Poszedł więc w dół ulicy, rozmyślając nad swoim zadaniem, gdy na rogu zauważył zgarbionego staruszka. Starzec zwrócił się do niego o jakąkolwiek pomoc, gdyż cały dzień nie miał nic w ustach. Starzec okazał się być weteranem walczącym pod Somosierrą, Moskwą i Lipskiem. Spojrzał chłopak na staruszka, który na wojnach stracił rękę, ale na piersi błyszczały wstążki orderowe Legii Honorowej oraz Virtuti Militari. Nie mógł przejść obojętnie obok takiego człowieka, sięgnął więc do kieszeni i dał mu garść złota. Starzec nie zdążył jeszcze podziękować, gdy zagrzmiało i zabłyszczało, a przed ich oczami pojawiła się zaklęta księżniczka. Wypomniała mu tylko, że nie dotrzymał obietnicy, po czym nagle zniknęła. W tym momencie starzec wyznał mu, że pieniądze nie daje szczęście, tak jak praca i dobre zdrowie. Pamiętaj - dodał, pieniądz jest coś wart, gdy zostanie zarobiony, a darmocha zawsze idzie na złe. Powrócił zatem szewczyk do domu, a nad ranem, gdy się obudził, nie miał już grosza przy duszy. Od tego momentu zaczęło mu się jednak powodzić. Po pewnym czasie wyszkolił się na czeladnika, a potem został majstrem, ożenił się z piękną i dobrą dziewczyną, z którą miał kilkoro dzieci. Potem wszyscy żyli jeszcze długie lata w zdrowiu, szczęściu i dostatku. Tymczasem o złotej kaczce słuch wszelki zaginął. Zresztą, może to i lepiej, bo musiała to być zła boginka, skoro stawiała taki twardy warunek. Zawsze sobie, nigdy nikomu innemu.

Historia pozwala zrozumieć, jak wiele zależy od nas samych. Bohater historii miał swoje marzenia, ale nie miał dość ambicji i samozaparcia, aby spróbować je zrealizować. Szybko chciał stać się bogatym i wpływowym człowiekiem, ale próbował dokonać tego niewielkim nakładem sił. Zadanie jakie otrzymał przekraczały jego możliwości i kompetencje. W sytuacji, gdy przez wiele lat klepał biedę i nie miał nawet okazji wydać większej sumy pieniędzy, sto dukatów okazało się być wielkim wyzwaniem. Po pierwsze, poznał na własnej skórze, że nawet pieniądze, które łatwo przyszły, trudno jest wydawać, gdy nie posiada się w tym zakresie żadnego doświadczenia ani pomysłu. Z drugiej strony, działał zupełnie chaotycznie, choć zgodnie z własnym punktem widzenia i logiką biednego szewczyka. Nie miał żadnego planu działania, nie potrafił zarządzać ani sobą, ani posiadanymi pieniędzmi. Jedyne co przychodziło mu do głowy, to najeść się, napić, porządnie ubrać, pójść do teatru i pojechać na wycieczkę do pięknego pałacu. Zaspokajał zatem swoje podstawowe potrzeby, których ze względu na biedę, nigdy nie mógł zrealizować w oczekiwanym zakresie. Gdyby zarobił takie pieniądze w dłuższej perspektywie czasu, bardziej odczuwałby ich „ciężar”, a przez to, poznałby sposoby gdzie i w jaki sposób można by takowe „zainwestować”. Inną mądrością wypływającą z bajki, jest wskazanie, że będąc sami, nie posiadamy rozbudowanych potrzeb, a czasem nawet możliwości sensownego wydania dużej sumy w krótkim czasie. Wtedy takim sensem staje się własna praca, a przede wszystkim rodzina, w którą można „inwestować” zarobione pieniądze. W takiej sytuacji łatwiej jest znaleźć cele, które można śmiało podejmować z przekonaniem, że są tego warte i przyniosą korzyści w przyszłości.

Omdlenie w kościele

Bohaterką historii jest pewna młoda i uczynna kobieta, która wybrała się w gorące niedzielne przedpołudnie do kościoła. Nagle, siedzący obok niej starszy mężczyzna osunął się na podłogę. Przekonana, że to omdlenie wywołane upałem szybko zareagowała, łapiąc go za głowę i przechylając ją między kolana. Trwali chwilę w dramatycznym uścisku wywołując tym samym konsternację w świątyni. W końcu, skulony człowiek wyrwał się z objęć sąsiadki i zawołał:
- Co pani wyprawia?! Ja tylko szukałem pod ławką swojego kapelusza!

Historia uczy, że skuteczne rozwiązanie problemu leży w zrozumieniu jego istoty i pochodzenia. Szybka i sprawna reakcja może być tak samo szkodliwa, jak zupełny brak działania. Często nie należy, choćby i w dobrej wierze, działać odruchowo i spontanicznie, bo możemy zadziałać na niekorzyść własną lub zainteresowanej strony. Nie warto również starać się bezwiednie poprawiać tego co dobre, w myśl sentencji „lepsze jest wrogiem dobrego”.

Bomba pod siedzeniem

Akcja opowieści miała miejsce tuż po zakończeniu II wojny światowej. Autobusem podróżował pewien mężczyzna, a na kolanach trzymał pokaźnych rozmiarów pakunek. Podejrzaną paczkę wypatrzył szybko konduktor i nie omieszkał zapytać o jej zawartość. Człowiek z pełnym spokojem wyznał, iż jest to niewypał, który znalazł obok swego domu i teraz wiezie go na policję. Przestraszony konduktor nakazał natychmiast włożyć paczkę pod siedzenie w celu zapewnienia bezpieczeństwa podróżnym.

Opowieść uzmysławia fakt, że ludzie często działają odruchowo, szczególnie pod wpływem nagłego strachu, stresu czy niepewności. Działają na oślep i irracjonalnie, nie wnikając z treść swoich decyzji czy poleceń.

Imbryk

Był sobie raz porcelanowy imbryk do herbaty, bardzo dumny ze swojej roli i pięknego wyglądu. Zawsze podkreślał swoje zalety - smukłą szyję i piękny uchwyt - zaś o swojej pękniętej pokrywce starał się nie mówić, gdyż inni mu ją wytykali. Wiódł beztroskie życie do czasu, gdy ktoś upuścił go i rozbił się na kawałki. Odpadło mu ucho i szyjka, z których był taki dumny, i nazajutrz podarowano go żebraczce. Kobieta wsypała mu do wnętrza ziemię i zasiała nasionko, które starannie pielęgnowała. Imbryk, początkowo zawiedziony, przyglądał się, jak roślina kiełkuje i rośnie. Wtedy zrozumiał, że ów kwiat to esencja jego życia i poczuł się zaszczycony oraz szczęśliwy, jak nigdy dotąd. Jednak gdy kwiatek urósł nadmiernie, przesadzono go, a potłuczony i pozostawiony sobie imbryk wspominał najpiękniejsze chwile swojego życia, jakie spędził z kwiatem.

Bajka uczy nas, że należy wykorzystywać zarówno swoje mocne strony, jak również być otwartym na niespodziewane zmiany. Kreatywne podejście do wykonywanych czynności, daje nie tylko wewnętrzną satysfakcję, ale też pozwala rozwinąć obszary naszych możliwości, o których nie wiedzieliśmy. Zmieniając zakres obowiązków, możemy okazać się równie dobrymi, a nawet lepszymi pracownikami.

Mysz i byk

Mała mysz dała pstryczka w nos bykowi. Byk był rozwścieczony i postanowił ją ukarać. Mysz jednak schroniła się w szczelinie skalnej. Byk próbował ją dostać, ale bezskutecznie. Gdy w końcu padł ze zmęczenia, mysz wyszła ze swej kryjówki, ponownie pstrykając go w nos.

Opowiastka zwraca uwagę, że będąc słabszym, niekoniecznie stoimy na straconej pozycji. Silniejsza ze stron, wobec słabszego oponenta, traci zazwyczaj czujność i często go lekceważy. Nieuwaga przeciwnika daje nam szansę na zaskoczenie go i zdobycie przewagi. Należy pamiętać, że nawet najsilniejszy rywal posiada słabe strony, musimy je tylko zauważyć i umiejętnie wykorzystać. Posługując się sprytem, wiedzą oraz doświadczeniem życiowym, możemy pokonać lub ośmieszyć potężnego Goliata.

Wrzeszczący niewolnik

Historia opowiada o pewnym Maharadży i jednym z jego rozlicznych niewolników. Pewnego razu, podczas morskiej podróży, rozpętał się sztorm, a jeden z niewolników, który nigdy nie podróżował morzem, zaczął wrzeszczeć okropnie przerażony. Pojękiwania i krzyki stawały się irytujące i nieznośne dla wszystkich. Dostojnik chciał już rozkazać wyrzucić nieszczęśnika za burtę, gdy doradca powstrzymał go, proponując inne rozwiązanie. Sam kazał wrzucić człowieka do morza, ale gdy ten zaczął w jeszcze większej trwodze rozbijać dłońmi fale i łapać się burty, nakazał z powrotem wciągnąć go na pokład. Od tej chwili mężczyzna siedział skulony w kącie, a na całym pokładzie zapanował spokój. Zaciekawiony Maharadża zapytał swego przybocznego o powód takiego zachowania.
- To proste - odparł mędrzec - Dopóki jego sytuacja nie pogorszyła się, nie zdawał sobie sprawy, jakie ma szczęście.

Historia pokazuje, że zawsze należy szanować to, co posiadamy oraz cenić sytuację, w jakiej się znajdujemy, bo zawsze może być gorzej. W interesach należy czasem korzystać z tego, co otrzymujemy, bo kolejna oferta może być gorsza. Należy zawsze zastanawiać się nad swoim położeniem i zachowywać pewną równowagę pragnień i celów.

Smakołyki cukiernika

Przypowieść opowiada o pewnym cukierniku, znanym w okolicy ze swoich wyrobów. Wytwarzał mianowicie cukierki w kształcie zwierząt i ptaków. Łakocie były dostępne w różnych smakach, kolorach i wielkości. Dzieci skuszone szerokim asortymentem, kupowały smakołyki i kłóciły się między sobą, czyje zwierzątko jest lepsze, smaczniejsze, ładniejsze i ma ciekawszy kolor… Cukiernik patrzył na te przekomarzanki z uśmiechem pod nosem. Dzieci były tak samo nieświadome i zabawne jak dorośli, gdy myślą, że jeden człowiek jest lepszy od drugiego.

Przypowieść pozwala uświadomić sobie, że kompleksy tkwią w wielu przypadkach w nas samych. Zarazem wydawanie łatwych i niesprawiedliwych ocen jest dość powszechną ludzką cechą, którą nie należy się jednak całkiem zrażać. Pierwsze wrażenie jest czymś naturalnym, ale nie powinno stanowić ostatecznego sądu o człowieku. Każdy posiada pewne zalety i niemal każdy może być wartościowym pracownikiem, gdy zda sobie sprawę, że nie jest gorszy od innych. W grupie warto stworzyć także przekonanie, że wszyscy są równi względem siebie, co pozwoli usprawnić pracę i zapewni dobrą atmosferę.

Mistrz i kobieta z czarką wody

Pewien spragniony mistrz feng-shui poprosił przypadkowo napotkaną kobietę o wodę. Kobieta chętnie poczęstowała wodą wędrowca, ale do miseczki z czystym zimnym płynem wrzuciła garść plew. Oburzony mistrz potraktował ten czyn jako zniewagę i postanowił się zemścić. Polecił samotnej kobiecie i jej dzieciom przeprowadzić się do miejsca, w którym energia jest tak fatalna, że na pewno po pewnym czasie wszyscy umrą. Po latach, mistrz wrócił w to samo miejsce. Okazało się jednak, że kobieta i jej rodzina żyją w dostatku, mają piękny dom i ogród. Zdenerwowany mistrz, wypomniał kobiecie jej zniewagę sprzed lat. Okazało się jednak, że kobieta dosypała wówczas plew do wody, by mężczyznę chronić. Zbyt szybko wypita woda mogłaby zaszkodzić rozgrzanemu organizmowi i wywołać szok termiczny, a w następstwie niebezpieczne choroby. Wtedy mistrz zrozumiał, że Bóg nagrodził jej piękny czyn, nie zważając na jego próby zemsty.


Mężczyzna zbyt pochopnie ocenił zachowanie kobiety. Założył, że jest ono negatywne, ponieważ nie dysponował wszystkimi danymi. Nie zapytał również o przyczynę „złośliwości”, od razu postanawiając się zemścić. Okazało się jednak, że niesłusznie. Bajka uzmysławia, że nie zawsze nasza ocena zdarzeń, rzeczy lub osób jest obiektywna. Czasem wyciągamy pochopne wnioski, bo nie mamy wszystkich informacji.