Głucha żona

Mąż żali się lekarzowi przez telefon, że jego żona nagle ogłuchła. Nie słyszy, gdy się ją woła, nie reaguje na komunikaty męża. Zaskoczony lekarz zaleca, by przed wizytą mąż zmierzył stopień głuchoty żony. Z różnych miejsc w domu mąż posłusznie woła swoją żonę. Nie słyszy jednak żadnej odpowiedzi. W końcu staje za jej plecami i krzyczy wprost do ucha jej imię. Żona zirytowana odwraca się i krzyczy mężowi w twarz: „Czego chcesz?” Przecież ona cały czas odpowiada na jego wołanie, ale on jakby ogłuchł i nic nie odpowiada. Zmartwiona zaleca mu natychmiastową wizytę u lekarza.

Bohaterowie bajki są tak skupieni na nadawaniu komunikatów, że zapominają o słuchaniu odpowiedzi. Takie postępowanie uniemożliwia skuteczną komunikację. Przypomina, że proces komunikacji to nie tylko mówienie (nadawanie komunikatów), ale także umiejętność słuchania i przyjmowania informacji zwrotnych.

Siwek Złotogrzywek

Bohaterką opowiastki jest pewna biedna babuleńka, która zarabiała na życie, służąc u gospodyń mieszkających w tej samej wsi. Czasem za pracę dostawała kawałek mięsa, kubek herbaty albo kilka groszy. Zawsze jednak jakoś sobie dawała radę i wyglądała na osobę szczęśliwą. Gdy pewnego wieczoru wracała do domu, znalazła przy drodze wielki czarny garnek. Nie zajrzała jednak do środka, gdyż uznała, że byłby w sam raz, aby posadzić w nim kwiatek i postawić na oknie. Po chwili jednak pomyślała, że być może jest dziurawy, skoro ktoś go porzucił pod lasem. Uklękła wtedy, zginając swoje stare plecy i podniosła pokrywkę, aby zajrzeć do środka. Jej zmęczonym oczom ukazała się pokaźna kupa złotych monet. Zaraz zaczęła obmyślać, jak zabrać taki skarb do domu i co dalej zrobić z taką górą pieniędzy. Chodziła dookoła złota, aż spostrzegła, że zapada już zmrok i nikt nie powinien zobaczyć, co też niesie do domu. Planowała zakupić piękny dom i żyć jak królowa, która cały dzień spędza na zbytkach i popijaniu herbaty. Po jej gorącej głowie krążyły także myśli, aby zakopać część złota w ogrodzie albo dać na przechowanie księdzu i wybierać sobie po trochu. Czuła się bardzo podekscytowana i dlatego z opóźnieniem poczuła, że taszczenie garnca bardzo ją zmęczyło. Zajrzała znów do środka, ale zamiast złotych, zobaczyła tylko same srebrne monety. Z początku nie mogła się nadziwić temu zjawisku, ale potem uznała nawet, że to zmiana na lepsze. Srebro nie było wprawdzie tak cenne jak złoto, ale pomyślała, że będzie miała za to mniej problemów z pilnowaniem skarbu. Ruszyła w dalszą drogą i wciąż marzyła o przyszłych wspaniałościach. Po pewnym czasie znów poczuła się wyczerpana i zajrzała ukradkiem do naczynia. Tym razem zamiast srebra znalazła kawał żelaza. Nie załamała się jednak i uznała, że to nawet lepsze i wygodniejsze rozwiązanie. Teraz będzie mogła zupełnie spokojnie spać po nocach, a za kawał żelaza także można dostać sporo gotówki. Zadowolona z życia ruszyła do domu, a gdy zajrzała ponownie w czeluść magicznego garnka, zauważyła, że zamiast żelaza ciągnie ze sobą wielki kamień. Także dla kamienia szybko znalazła odpowiednie zastosowanie, mógł jej przecież posłużyć do przytrzymywania otwartych drzwi. Kolejnej zamiany nie uznała za stratę, ale cieszyła się z tego, co dostała od losu. Gdy w końcu dotarła do domu i zatrzymała się przy furtce, odwiązała chustę, w której niosła swój kamień. Wtem głaz nagle podskoczył, zarżał i przemienił się w dużego i gibkiego konia. Zwierzę pogalopowało na łąkę, śmiejąc się jak niegrzeczny dzieciak. Staruszka patrzyła za nim, dopóki nie zniknął za horyzontem. Jestem najszczęśliwszą osobą we wsi - powiedziała do siebie. Widziałam na własne oczy Siwka Złotogrzywka i to było wspaniałe. Potem podreptała do swojej chatki, aby rozmyślać o swoim wielkim szczęściu.

Terapia szokowa

Pewien kapitan statku postanowił oduczyć swojego pasażera marudzenia i uprzykrzania innym rejsu. Bogaty panicz zapadł na chorobę morską, swoją histerią i lamentami przeszkadzał innym w rozkoszowaniu się podróżą. Nie przyjmował niczyich rad, nie chciał pić lekarstw. Płakał, krzyczał, zwracał na siebie uwagę wszystkich. Kapitan postanowił więc zastosować niekonwencjonalną terapię. Obwiązał młodzieńca linami i polecił wyrzucić za burtę. Dodatkowo, przygotował podobiznę rekina, by dodać sytuacji dramatyzmu. Terapia poskutkowała. Po kilku minutach wiszenia za burtą kilka metrów od paszczy „rekina”, niesforny pasażer błagał o wciągnięcie na pokład. Gdy się już na nim znalazł, był bardzo szczęśliwy. Docenił bezpieczeństwo, ciepło, suche kabiny. To, co wcześniej wydawało mu się męczące, teraz było błogosławieństwem. Stracił na chwilę poczucie pewności i bezpieczeństwa, a to wystarczyło, by docenił pokład potężnego statku. Do końca podróży nie narzekał na nic i był spokojny.

Bajka przypomina, że w ludzkiej naturze leży docenianie wygód i przywilejów dopiero, gdy się je traci. Pokazuje także, że czasem nie doceniamy prostych rzeczy, które są nam dane, bo nie potrafimy ich dostrzec. Zdrowie, rodzina, bezpieczeństwo, jedzenie… wszystko to wydaje nam się oczywiste do chwili, kiedy ich nie stracimy. Bajka uzmysławia, że jeśli chcemy, by ktoś coś docenił, należy mu to na chwilę odebrać.