Mistrz strategii

Bohaterem przypowieści jest słynny chiński mistrz strategii Sun Tzu. Bajka mówi o sposobie, w jaki udało mu się doprowadzić do całkowitego zwycięstwa w turnieju jedną z chińskich szkół zapaśniczych. Kluczem do sukcesu była zmiana strategii.
W pewnym chińskim mieście od lat organizowane były zawody zapaśnicze między dwiema szkołami - szkołą mistrza Li i szkołą mistrza Wu. Sun Tzu, będąc przyjacielem mistrza Wu, postanowił pomóc mu w osiągnięciu zwycięstwa. Od lat bowiem zawody wygrywała szkoła mistrza Li. Zawody, na które składały się 3 walki, odbywały się zawsze według stałych nieoficjalnych zasad - do pierwszej walki stawali najlepsi uczniowie rywalizujących szkół, do drugiej walki osoby mające zadatki na najlepszych zawodników w przyszłości. Trzecia walka odbywała się pomiędzy młodymi, ale niezwykle ambitnymi uczniami, którzy na swoim koncie nie mieli jeszcze poważnych sukcesów. Nauczyciele obu szkół zgodnie przestrzegali tych zwyczajów.
Sun Tzu postanowił jednak w tym roku zrezygnować z rutynowego wystawiania zawodników. Zarządził, by z najlepszym zapaśnikiem szkoły Li walczył zawodnik wystawiany jako trzeci. Mistrzowi Wu pomysł ten wydał się szalony i niedorzeczny. Nie miał jednak nic do stracenia, więc pozwolił przyjacielowi działać według jego uznania. Sun Tzu udał się do najsłabszego zapaśnika, by poinformować go o swojej decyzji. Przy okazji dowiedział się, że młody człowiek ma bardzo dużą motywację, by zwyciężyć walkę. Nagrodą w zawodach była pokaźna suma pieniędzy, która pozwoliłaby mu poślubić ukochaną córkę najbogatszego gospodarza we wsi. Mistrz strategii postanowił więc zaprosić na trybuny ukochaną swojego zawodnika, by jej obecność tym bardziej zagrzewała zawodnika do walki.
W dniu zawodów pewny siebie najlepszy zapaśnik szkoły mistrza Li był ogromnie zaskoczony wystawieniem niegodnego siebie przeciwnika. Uznał go natychmiast za niegroźnego i zignorował całą taktykę obronną. Chciał walkę skończyć szybko, ponieważ czuł się upokorzony. Młody zapaśnik wykorzystał nonszalancję rywala. Pokonał go natychmiast, wykorzystując swój spryt i element zaskoczenia. Także kolejni zapaśnicy szkoły mistrza Wu byli zmotywowani do zwyciężania. Najlepszy zapaśnik szkoły Wu, bojąc się o swoją zagrożoną pozycję mistrza, walczył dwa razy bardziej zaciekle niż zwykle. Zwyciężył. Dwa zwycięstwa w turnieju oznaczały dla szkoły zdobycie mistrzostwa. Najsłabszy zawodnik szkoły Li poddał się praktycznie bez walki.
Sun Tzu potrafił zmotywować swoich zawodników do walki. Wykorzystał ich potencjał. Wprowadzając tak zaplanowaną strategię, wziął również pod uwagę słabe punkty przeciwnika.

Bajka opowiada o tym, w jaki sposób umiejętne wykorzystanie zalet, predyspozycji i pragnień podwładnych doprowadza do osiągnięcia sukcesu całego zespołu. Pokazuje, że rutyna i schematyczne postępowanie nie zawsze gwarantują zwycięstwo. Czasem wprowadzenie nawet drobnej modyfikacji w planie działania może zagwarantować sukces.

Fobia kanapkowa

Bajka opowiada o pewnym chłopcu, który reagował przerażeniem na widok... kanapek. Zdesperowana matka po wielu zabiegach i prośbach udała się po poradę do specjalisty. Ten polecił, aby wzięła chłopca do kuchni i pokazała mu, krok po kroku, jak powstaje ta budząca przerażenie przekąska. Chłopiec zachował pełną równowagę, gdy matka pokazała mu dwie suche kromki chleba, żadnej reakcji nie wywołało też posmarowanie ich masłem. Nałożenie pokrojonych pomidorów czy sałaty, także nie wywarło na malcu większego wrażenia. Ostatnie w kolejności, nałożenie wędliny również spotkało się z ambiwalentną reakcją. Dopiero gdy przygotowane kromki złożyła w jedno, chłopiec skulił się i zaczął dygotać, szepcząc - kanapka, kanapka.

Bajka zwraca uwagę, że nasze wyobrażenia często mają przewagę nad rzeczywistością. Bezpodstawne obawy wywołują zbędny niepokój i stres, ograniczając zdolność działania i pojmowania. Irracjonalny strach można zmniejszyć, pokazując ""wnętrze"" produktu albo zmieniając jego zewnętrzny wygląd.

Księżycowa Krowa

Przed domkiem swoim siedziała Księżycowa Krowa i smutnie dumała. Zobaczył ją Samolocik i podleciał zapytać, o czym tak rozmyśla. Okazało się, że Krówka, która dostarczała dzieciom mleko przed snem, nie daje już rady dotrzeć do wszystkich dzieci na czas. Samolocik zaproponował swoją pomoc i ochoczo wziął się do pracy. Jednak szybko okazało się, że nie starcza mu paliwa na całość trasy. Ponownie więc zaczęli szukać jakiegoś rozwiązania. Wówczas to z pomocą przyszły im Samochodziki. Jako że miały one pojemniki na paliwo tej samej objętości, co samolot, postanowili w połowie drogi wybudować stację przeładunkową. Starannie zaplanowali całą dostawę i następnego wieczoru ruszyli w trasę. Wszystko było dobrze, dopóki Samochodziki nie pogubiły się w świetle latarni. Zatroskanym przyjaciołom przyszedł na pomoc Księżyc, który oświetlał swoim promieniem domy dzieci. Dzięki jego pomocy wszystko działało już sprawnie i od tej pory cała grupa zajmuje się dystrybucją mleka, a dzieci zasypiają szczęśliwe.

Bajka uczy, że praca zespołowa pomaga szybciej i wydajniej osiągnąć zamierzone cele, zwłaszcza gdy ich zakres się zwiększa. Oprócz szczegółowych planów działania i chęci członków grupy do podejmowania wyzwań, bardzo ważną rolę pełni koordynator całego projektu. Czasem jest tak, że bez jego udziału i kierownictwa nawet najlepiej zaplanowane zadanie nie może zostać zrealizowane, ponieważ grupie brakuje przewodnika.

Precyzyjnie akcentowana mantra

Pewien mnich bardzo dużą wagę przywiązywał do formy swojej medytacji. Zwracał szczególną uwagę na prawidłowe akcentowanie wypowiadanej mantry. Ogromnie skupiał się w czasie medytacji na bezbłędnej artykulacji. Któregoś dnia płynąc łódką, usłyszał medytującego mnicha - włóczęgę, który nic nie robił sobie z poprawnego akcentowania. W odczuciu mnicha kaleczył święte słowa, profanował medytację. Oburzony mnich upomniał więc napotkanego włóczęgę, w jaki sposób należy prawidłowo odprawiać rytuał i akcentować święte słowa, po czym odpłynął. Rozmyślał na temat mocy prawidłowo wypowiadanej mantry, gdy nagle zobaczył obok siebie stąpającego po tafli jeziora włóczęgę. Podszedł do niego, by zapytać o wskazówki dotyczące akcentowania.

Z przypowieści wynika, że nie ważny jest sposób robienia czegoś, a cel, do którego mamy dotrzeć. Ślepe przestrzeganie regułek i dokładność nie są jeszcze gwarancją sukcesu. Ważne, by wierzyć w to, co się robi i robić to z zaangażowaniem. Skupianie się na formie, kosztem treści przeszkadza w osiągnięciu celu.

Świnka i owce

Bajka opowiada o pewnej niesfornej śwince. Słonecznego ranka udało jej się uciec z chlewika i pomknęła na zieloną łąkę. Spotkała tam owieczki, spokojnie skubiące soczystą trawę. Zwierzęta szybko się zaprzyjaźniły i razem spędzały popołudnie. Niestety, prosiaczka odnalazł wkrótce właściciel, wziął pod pazuchę z zamiarem oddania do rzeźnika. Zwierzątko zaczęło piszczeć i wyrywać się, co zdumiało owce.
- Po co się tak szarpiesz? Po nas też przychodzi pasterz, ale to przecież normalna sprawa.
- Tak - lamentowała świnka. - Ale wy tylko oddajecie mu wełnę, a mnie przerobią na kiełbasy!

Opowieść pozwala zrozumieć, jak trudno często postawić się w sytuacji drugiej osoby. Tymczasem zrozumienie przyczyn przyjętej postawy, jest zarazem wskazówką dla właściwego działania. Starajmy się zatem dociec i zrozumieć motywy postępowania drugiej strony, a łatwiej znajdziemy klucz do porozumienia. Empatia to istotny element potrzebny we współpracy z ludźmi. Nie oceniajmy także zbyt szybko i pochopnie, gdyż niesprawiedliwa ocena może spowodować, że pominiemy lub zrazimy kogoś wartościowego, kto niekoniecznie wywołuje dobre, pierwsze wrażenie.

Jak Iwo Daniłowicz burmistrzankę uratował

Bohaterem opowieści jest Iwo Daniłowicz, który zmierzał właśnie do Radomia, aby przekonać rajców do swojej sprawy. Problem pozostawał nierozwiązany już od kilku lat, gdy król po pokonaniu Krzyżaków, obdarował wyróżniających się Litwinów kawałkiem ziemi w pobliskiej okolicy. Przybysze szybko pobudowali domostwa, ale wciąż nie mieli środków ani zgody władz miejskich, na wybudowanie własnego kościoła. Budowla wlokła się okropnie, a Iwo, raz po raz, próbował bezskutecznie rozwiązać nabrzmiały problem. Tym razem, gdy wszedł do ratusza, zauważył wzburzony tłum mieszczan. Okazało się rychło, że powodem zamieszania było uprowadzenie córki burmistrza przez bandę Rudobrodego, który zażądał sowitego okupu. Jednak skąpy burmistrz ani myślał samemu wyłożyć potrzebną kwotę, tylko rozłożył należność na wszystkich mieszkańców, co wzbudziło zrozumiałe niepokoje. Daniłowicz wiedział, że w takich okolicznościach z pewnością nie załatwi swojej sprawy. Udał się z powrotem do swojej wsi, ale ponieważ znów nie miał dobrych wieści, kroczył zamyślony po leśnych traktach. Wpadł niebawem na pomysł, aby samemu spróbować uratować burmistrzankę, dzięki czemu zyskałby przychylność jej ojca. Krążył więc dalej, obmyślając plan działania, aż dotarł do gęstych krzaków, gdzie dojrzał jakąś przyczajoną i złowrogą postać. Gdy groźny nieznajomy dowiedział się, iż Iwo wraca z grodu, zapytał go o okup. Nasz bohater zorientował się wtedy, że ma do czynienia ze strażą Rudobrodego i zachowując śmiałą postawę, zażądał tylko, aby zbójnik zaprowadził go przed oblicze swego szefa. Po pewnym czasie dotarli do polanki, gdzie pod rozłożystym dębem, siedział sam sławny rozbójnik. Przyjął wylewnie swego gościa, zapraszając go na wspólne dokończenie kolacji. A ponieważ zostały już tylko gotowane jajka, poczęstował naszego bohatera i zapytał o okup. Iwo niespiesznie rozpoczął konsumpcję, myśląc w międzyczasie, jakie wiadomości przedstawić zbójowi. Niebawem cała banda otoczyła go kołem, a on nieśmiało bąknął, że w zamian za oddanie dziewczyny, rada miejska zobowiąże się darować mu niektóre przewinienia. Rudobrody zmarszczył brew, a wściekł się niemal, gdy usłyszał, że burmistrz prosi o zmniejszenie okupu, gdyż skarbiec miasta jest pusty. Rozzłoszczony spojrzał przypadkiem na leżące jajka i w ramach rewanżu zażądał, aby władze miejskie zapłaciły mu zatem za jajka, zjedzone przez ich wysłannika. Zmarkotniały Iwo przyznał się, że zjadł cztery jajka, a Rudobrody zaraz zaczął wyliczać swoją należność. Oznajmił swemu gościowi, że z tych czterech jajek miałby cztery kury, które znosiłyby mu kolejne jajka, z których miałby kolejne kury…i tak pogubił się w obliczeniach. Iwo martwił się jeszcze swoją lekkomyślnością, a zbójnik aż poczerwieniał na twarzy od nadmiaru skomplikowanych obliczeń. Jego kompanii kompletnie zbaranieli, gdy ich herszt począł miotać się po polance, próbując wyliczyć swoją krzywdę. W końcu dopadł do Daniłowicza, aby on sam obliczył straty, które mu poczynił. Nasz bohater chętnie się zgodził, widząc w tym dla siebie szansę, zastrzegając jednak, że nie zrobi tego za darmo. W zamian za dokładne obliczenie, zażądał wydania burmistrzanki. Rudobrody nie chciał nawet o tym słyszeć, ale po kolejnym starciu z matematyką, opadł zupełnie z sił. W końcu przystał na układ zaproponowany przez gościa, gdyż ciekawość rozwiązania zagadki wzięła górę nad zdobyciem sowitego okupu. Jęknął tylko zrezygnowany, że daje zbójeckie słowo honoru, w obecności swoich kamratów, że odda dziewczynę w zamian za rozwiązanie. Umówili się na tej samej polanie nazajutrz, ale Iwo schował się nieopodal w krzakach i tam doczekał poranka. Wtedy to nadbiegł rzekomo spóźniony, udając bardzo zadyszanego. Swoje spóźnienie uzasadniał tym, że musiał jeszcze z rana zasadzić gotowany groch na polu. Zbójnik roześmiał się szeroko, kpiąc sobie z rozmówcy, bo przecież tylko głupiec próbowałby siać gotowany groch. Iwo zapytał wtedy przekornie, czy z gotowanych jaj mogą urodzić się kurczęta. Następnie dodał, że żadne obliczenia nie były tutaj potrzebne, tylko zwykły rozum. Udzielił zatem właściwej odpowiedzi i zgodnie z umową, poprosił o przekazanie dziewczyny. Rudobrody aż usiadł sobie z wrażenia, a potem ryknął wraz z kamratami takim śmiechem, że aż zwierzęta się przestraszyły. Iwo odzyskał porwaną, za którą otrzymał od burmistrza solidne wynagrodzenie. Za uzyskane dukaty mógł wreszcie postawić we wsi wymarzony kościółek.

Historia wskazuje, że czasem wystarczy umiejętność logicznego myślenia, aby wydostać się z poważnych tarapatów. Trener powinien zatem dbać o przejrzystość i logikę swoich wypowiedzi czy przedstawianych prezentacji. Brak spójności w wykładanym materiale może wywołać nieporozumienia i sprzeczności, które kursanci dostrzegą dopiero po głębszym zapoznaniu się z zagadnieniem. Trener, podobnie jak bohater opowieści, musi nauczyć się samemu wychodzić obronną ręką z różnorodnych sytuacji, jakie mogą mieć miejsce podczas trwania kursu. Problem Daniłowicza, wraz ze wszystkimi okolicznościami, można także potraktować jako kanwę gry negocjacyjnej, w czasie której kursant musiałby znaleźć argumenty przemawiające do Rudobrodego. Warto także zwrócić uwagę, że historia uczy, aby w trudnych sytuacjach starać się zagrać na czas, by odnaleźć właściwą drogę do porozumienia albo doczekać zmiany okoliczności. Nigdy bowiem nie wiadomo, co może się wydarzyć w międzyczasie, a sytuacja może przybrać zupełnie nieoczekiwany obrót. Istotną kwestią jest także wskazanie, aby uważnie słuchać swoich rozmówców i szukać błędów w ich sposobie rozumowania. Błyskawiczne „punktowanie” złego toku myślenia, szczególnie w obecności innych osób, może przyczynić się do tego, że dana osoba nie będzie popełniać już podobnych błędów i pozbędzie się schematycznego spojrzenia na konkretną dziedzinę.

Głodny lis i próżny kruk

Bohaterem historii jest pewien bardzo głodny lis. Przemierzył już całą okolicę wzdłuż i wszerz, a w brzuchu burczało mu coraz głośniej. Ostatnią nadzieją na posiłek był kawałek sera trzymany w dziobie przez kruka siedzącego na gałęzi. Chytremu zwierzęciu ślinka popłynęła na samą myśl o aromatycznym przysmaku. Kruk był jednak poza zasięgiem lisich łap, przycupnął więc pod drzewem i zaczął obsypywać zaskoczonego ptaka gradem komplementów i pochwał. Mile drażniona krucza próżność rosła w oczach i wciąż była nienasycona.
- Gdyby jeszcze twój głos był równie piękny jak ty… - lis zmierzał do kulminacyjnej chwili swojej prowokacji.
Ptak nie wytrzymał i rozwarł dziób, aby wydać z siebie dźwięk, a ser wpadł prosto do pyska lisa, który czmychnął szybko w pole.

Historia uzmysławia, że chcąc osiągnąć zamierzony cel, warto wykorzystywać przywary czy wady oponenta. Próżność jest tą cechą, która daje nam największe pole do popisu, gdyż każdy lubi być chwalony i podziwiany, bez względu czy na to zasługuje, czy też nie. Gdy pojawiają się emocje rozum schodzi na dalszy plan, a wtedy można przekonać drugą stronę do wielu ważnych dla nas kwestii. Adorowana osoba łatwo może wpaść w pułapkę „zrewanżowania się” za naszą uprzejmość, aby nie wyjść przed nami, czy też przed grupą, na niewdzięcznika. Tworzenie miłej i sympatycznej atmosfery wpływa na lepszy klimat i wyniki negocjacji.

Królewicz i kruk

Bohaterem opowieści jest najmłodszy syn pewnego zamożnego króla. Źródłem bogactwa władcy była rosnąca w ogrodzie złota jabłoń, która rodziła szczerozłote owoce. Król miał jeszcze dwóch synów, których chował po królewsku i przygotowywał do przejęcia schedy po sobie. Najmłodszego zaś, uznanego za głupca, niczego uczyć nie kazał, przeznaczając do roli pastucha. Od pewnego czasu jednak zaczęły znikać każdej nocy trzy owoce ze złotej jabłoni. Wielu mądrych i sprytnych ludzi czaiło się na złodzieja, ale żaden go nawet nie zobaczył. Tymczasem, uznany za głupiego syn, w tajemnicy przez innymi, wszedł wieczorem na drzewo i uwiązał sobie pod brodą skórkę jeża, aby przypadkiem nie zasnąć. W nocy ujrzał złotego ptaka zrywającego cenne jabłka. Zwierzę, przestraszone przez młodzieńca, odleciało, tracąc przy tym trzy pióra. Nazajutrz najmłodszy z synów pokazał ojcu niezwykły dowód i przyrzekł schwytać złodzieja następnym razem. Ten jednak zaśmiał się z politowaniem, ale pozwolił mu działać. Głupi syn udał się po radę do pustelnika, który hodował przeróżne ptaki i znał ich wszystkie gatunki. Mężczyzna nic jednak nie wiedział o złotym ptaku, zatrąbił więc po swoich podopiecznych. W opinii starca spośród nich wszystkich jedynie stary kruk mógł pomóc młodzieńcowi. Istotnie poczciwe stworzenie zdradziło głupiemu synowi miejsce zamieszkania złotego ptaka. Należał on do pewnego bardzo ostrożnego króla. Trzymał on swój skarb w złotej klatce, do której zamocował drut obwieszony dzwonkami kończący się w jego sypialni. Co wieczór władca wypuszczał złotego ptaka, aby ten przynosił mu złote jabłka. Młodzieniec przekonał mądrego kruka do wspólnej wyprawy i razem wyruszyli w długą podróż do zamku czujnego króla. Na miejscu głupi syn wraz z krukiem, rzekomo jako podróżni, cały dzień starali się poznać zamek. Wieczorem kruk przy pomocy cudownego ziela pootwierał wszystkie kłódki i rygle, by młodzieniec bez problemu mógł ukraść złotego ptaka. Głupi syn musiał tylko go złapać, nie dotykając klatki. Niestety tak się przestraszył zakrzywionego dzioba gotowego do ataku, że jej dotknął. Już po chwili przy drzwiach stanęła straż i wtrąciła biedaka do lochu. Na szczęście ze światem łączyło go okratowane okienko, wychodzące na dziedziniec, więc kruk magicznym zielem usunął kraty. Głupiec odzyskał wolność, a sprytny ptak zamienił się w wilka i zajął jego miejsce w lochu. Chłopak spróbował jeszcze raz zdobyć cudownego ptaka, ale tym razem złapał go pewnie za dziób i, nie dotykając klatki, umknął do lasu. Tymczasem strażnicy, widząc w celi szczerzącego zęby wilka, uciekli w popłochu. Obaj przyjaciele spotkali się w lesie, gdzie związali zdobycz i ukryli ją pniu starego dębu. Królewicz obawiał się, że straż królewska rozpocznie niebawem poszukiwania więc, by nie tracić czasu, za radą kruka udali się uwolnić złotowłosą pannę. Dziewczyna była córką potężnego króla, który trzymał ją w wieży, a do jej sukni przymocował sznurek z dzwoneczkami. Za pomocą kruczego ziela dostali się do pokoju królewny i ich oczom ukazało się dziewczę wielkiej urody. Kruk tymczasem objaśnił chłopcu, że taka suknia jest bardzo niewygodna, dlatego panna ma w zwyczaju spać nago. Mądre zwierzę poleciło zatem królewiczowi chwycić śpiącą dziewczynę i szybko zmykać do lasu. On jednak, zamiast posłuchać kruka, uległ pięknej pokusie i zaczął ją całować. Ta obudziła się i przestraszona złapała za ubranie. Już po chwili głupiec siedział w lochu, ale cierpliwy ptak ponownie przyszedł mu z ratunkiem. Chłopak, tym razem nie wdając się z romanse, uprowadził pannę do lasu. Tam przebrali ją w męski strój. Sama księżniczka natomiast, widząc, że chłopak nie jest ani straszny, ani brzydki, nie chciała już wracać do swej niewoli. Kolejnym celem dzielnych towarzyszy miało być zdobycie złotego konia. Właściciel zwierzęcia przywiązał do jego uzdy sznurek z dzwonkami. I znów głupi syn, niepomny rad kruka, wskoczył od razu na grzbiet wierzchowca i trafił do lochu. Kruk po raz kolejny wybawił go z opresji, za co młodzieniec był mu bardzo wdzięczny i nie pragnął od niego już nic więcej. Chciał tylko spokojnie wrócić z ptakiem, księżniczką i koniem do domu. Udali się zatem w drogę powrotną, aby pochwalić się ojcu wspaniałymi zdobyczami. Zbliżającego się do zamku młodego królewicza dostrzegli starsi bracia, którzy właśnie wybrali się na polowanie. Wielka zawiść wypełniła ich serca, więc napadli chłopca, zrzucili z konia i związanego zostawili w leśnym szałasie. Sami zaś w chwale zwycięzców stanęli przed obliczem ojca, szczycąc się nienależną odwagą i rzekomo zdobytymi skarbami. Nadleciał jednak stary kruk i wyznał królowi całą prawdę, a jego słowa potwierdziła złotowłosa księżniczka. Uwolniono więc nieszczęśnika, a dumny ojciec obwołał go swoim dziedzicem i najmilszym synem, oddał mu także pół królestwa i złotowłosą pannę za żonę. Odtąd najmłodszy syn wygrywał każdą bitwę na złotym rumaku, a złotego ptaka osobiście karmił złotymi jabłkami. Stary kruk natomiast, który w rzeczywistości był czarnoksiężnikiem służącym dobrym sprawom, aż do śmierci pozostał najbliższym przyjacielem i towarzyszem już nie głupiego, ale mądrego królewicza.

Historia zwraca uwagę na to, jak ważna jest rola mentora i przywódcy. Gdy ma się trochę ambicji i woli działania dzięki mądremu i pomocnemu przewodnikowi można osiągnąć duży sukces. Zarazem umiejętna i zgodna współpraca, nawet pomimo początkowych nieporozumień, może zmienić się w trwałe relacje towarzyskie czy przyjaźń, co upraszcza dalsze kontakty i daje szansę na pogłębianie wiedzy. Opowieść przypomina nam również o destruktywnej sile stresu i wpływie intensywnych emocji, które potrafią zburzyć lub skutecznie opóźnić wykonanie określonego planu. Ważna jest także umiejętność określania i ustalania kolejności celów, aby każdy następny wynikał naturalnie z poprzedniego. Metodyczne działania i strategia małych kroków potrafią powoli, ale często bardzo skutecznie zbliżać nas do sukcesu.

Problem ze skrzynią

Opowiastka traktuje o ciężkim kłopocie pewnego kierowcy. Otóż, pewnego razu musiał on, w pojedynkę, przenieść dość ciężką skrzynię z jednej ciężarówki na drugą, stojącą tuż obok. Jego rozpaczliwe wysiłki dostrzegł przypadkowy przechodzień i zaoferował mu swoją pomoc. Niestety, pomocna dłoń nie okazała się dość skuteczna, gdyż pomimo wysiłków i ogromnej ilości przelanego potu, obaj mężczyźni nie mogli uporać się z drewnianym problemem. W końcu zdyszany przechodzień zrezygnowanym głosem oznajmił:
- Ufff, chyba nie damy rady zdjąć tej skrzyni....
- Jak to zdjąć? - żachnął się kierowca. - Ja chcę ją załadować!

Opowiastka podkreśla, jak istotna jest dobra komunikacja. Niedoskonałości komunikacyjne grożą mniejszymi lub większymi nieporozumieniami, stratą czasu, pieniędzy, a czasem również i prestiżu.

Trzy pomarańcze miłości

Bajka opowiada o pewnym księciu, który nigdy się nie śmiał. Pewnego razu, pewna kobieta zapowiedziała, że potrafi sprawić, aby się roześmiał i zapłakał. Nałożyła na siebie dziwaczny strój z glinianych skorup ponaciąganych na sznurki, rozpuściła długie włosy i przy dźwiękach tamburynu, zatańczyła przed smutnym księciem. W czasie pląsów pękły sznurki ze skorupami i stanęła całkiem naga pośrodku ulicy, co bardzo rozbawiło księcia. Kobieta zawstydzona i zaskoczona, zawołała w kierunku księcia, że nigdy nie będzie mógł się już roześmiać, dopóki nie odnajdzie trzech pomarańczy miłości. Minęły długie miesiące, aż książe oznajmił, że nie wytrzyma dłużej bez radości i uśmiechu, zatem musi pójść w świat i odnaleźć trzy pomarańcze miłości. Chodził więc po wsiach i miastach, aż napotkał kobietę, która rzuciła niegdyś na niego przekleństwo. Nie poznał jej jednak i zapytał, gdzie może odnaleźć pomarańcze miłości. Kobieta nakazała mu iść daleko na północ, gdzie znajduje się jaskinia wśród skał, a w niej cel jego podróży, strzeżony przez trzy psy. Chłopak kupił trzy bochenki chleba i ruszył swoją drogą. Kiedy dotarł do rzeczonej pieczary, napotkał warczącego psa, któremu rzucił jeden z bochenków. Podobnie postąpił, gdy napotkał kolejnych dwóch strażników. W czasie gdy psy jadły swoje porcje, książe wszedł do sali ze złotym stolikiem pośrodku. Na blacie leżały trzy pudełka, a on niewiele myśląc, schował je pod pazuchę i wybiegł na zewnątrz. Minęło już dobre kilka godzin, gdy usiadł zmęczony pod czereśnią i postanowił otworzyć jedno z nich. Gdy tylko podniósł wieczko pomarańcza krzyknęła, że potrzebuje wody, bo zaraz umrze. On jednak nie miał pod ręką ani kropli życiodajnego płynu i pomarańcza zmarła. Po pewnym czasie dotarł do zajazdu, gdzie zamówił jedzenie oraz dzban wina i dzban wody. Otwarł wtedy drugie pudełeczko, ale w pośpiechu zamiast wody wlał do środka wino i kolejna pomarańcza umarła. Gdy została mu już ostatnia pomarańcza, pokonał górę i dotarł do rzeki, nad której brzegiem otwarł ostatnie pudełko. I tym razem pomarańcza błagała o wodę, a on zanurzył ją w rzecznym nurcie. Po chwili z wody wystrzelił słup piany, a przed nim stanęła piękna księżniczka. Wkrótce pobrali się w najbliższym miasteczku, a po roku przyszedł na świat ich synek. Książe zapragnął jednak odwiedzić swoją rodzinę, która nie miała od niego żadnych wiadomości. Wyruszyli zatem w jego rodzinne strony, a gdy byli już blisko celu, książe nakazał żonie pozostać pod drzewem przy źródle, a sam poszedł powiadomić króla o wspólnym przybyciu. Księżniczka pozostała z synkiem śpiącym na kolanach, gdy drogą przechodziła ta sama kobieta, która kiedyś rzuciła czar na księcia. Pochyliła się nad źródłem, aby się napić, gdy zobaczyła odbicie bardzo pięknej kobiety. Pomyślała, że ona sama jest taka piękna i dopiero za trzecim wejrzeniem zorientowała się, że twarz na tafli wody należy do siedzącej opodal księżniczki. Kobieta wpierw zapytała ją, co tutaj robi, a następnie poprosiła, aby pozwoliła potrzymać jej dziecko, a sama trochę odpoczęła. Księżniczka niechętnie oddała synka kobiecie, która nagle zachwyciła się jej pięknymi i delikatnymi włosami. Uznała jednak, że są bardzo potargane i udając, że spina je w kok, wbiła dziewczynie szpilkę w głowę. Ukłuta natychmiast przemieniła się w gołębicę, a tajemnicza osoba, która okazała się czarownicą, przybrała jej postać i czekała pod drzewem na księcia. Gdy ten powrócił, stwierdził na wstępie, że wydaje mu się, iż chyba trochę zbrzydła. Czarownica pod postacią księżniczki przekonała go jednak, że to złudzenie, spowodowane nadmierną ilością słońca i poszli razem do pałacu. Nie minęło wiele czasu, jak umarł sędziwy król, a książe objął tron, przez co podstępna czarownica została królową. W tym też czasie, każdego poranka, do królewskiego ogrodu przylatywała gołębica i wypytywała ogrodnika, jak się wiedzie królowi, królowej - cygance oraz królewskiemu synkowi. Gdy ogrodnik odpowiadał, że czasem sobie śpiewa, a czasem popłakuje, gołębica wyznawała, że jego biedna matka mieszka daleko wśród gór. Pewnego dnia ogrodnik wyjawił władcy treść swoich porannych rozmów z gołębicą, a ten nakazał ją złapać i oddać dziecku do zabawy. Ptaka pochwycono, choć zła królowa próbowała go potajemnie uśmiercić. Mały książę codziennie bawił się z gołębicą, aż spostrzegł, że ptak często drapie się jedną nóżką po głowie. To szpilka wbita przez czarownicę uwierała zaklętą kobietę, a dziecko tak długo rwało jej łebek, aż wyciągnęło narzędzie zbrodni. W jednej chwil ptak przemienił się w piękną kobietę, która uspokoiła przestraszone dziecko, wyznając mu, że jest jego matką. Niebawem sam król rozpoznał w niej swoją ukochaną, która opowiedziała mu swoją smutną historię. Czarownicę pojmano i spalono na placu, a królewska para żyła długo i szczęśliwie.

Opowieść uzmysławia, jak ważna jest konsekwencja i realizowanie zaplanowanych działań. Książe wykazał się sporą ambicją i odpornością na przeciwności losu, gdy pomimo pierwotnych niepowodzeń, dotarł w końcu do celu swojej długiej podróży. Znalazł prosty sposób na strażników, którzy pilnowali czarodziejskich owoców. Później jednak nie wykazał się przenikliwością umysłu ani zdolnością antycypacji, gdyż wskutek niewiedzy oraz pośpiechu utracił dwie pomarańcze. Wykorzystał dopiero ostatnią szansę, jaka mu pozostała, ale potem znów stracił gdzieś swój rozsądek. Po pierwsze, przez ponad rok nie dawał znaku życia opuszczonej rodzinie, a następnie zostawił żonę samą z dzieckiem pod drzewem, praktycznie na pastwę losu. Menedżer jednak musi być przygotowany na wszelkie okoliczności i nie może kusić w ten sposób losu, jak robił to książe. Także księżniczka powinna wykazać się większą nieufnością, wobec obcej kobiety, która chce potrzymać jej dziecko. Menedżer także powinien być nieufny, wobec nieoczekiwanych propozycji czy ofert pomocy. Książe, pomimo wątpliwości co do tożsamości małżonki, przygarnął pod własny dach czarownicę, której intryga nie zostałaby zapewne nigdy zdemaskowana, gdyby nie upór i ambicja żony zamienionej w ptaka. Wytrawny menedżer nie może pozwolić sobie na tyle przypadkowości w swojej pracy, gdyż każdy ruch i większe przedsięwzięcie musi być pod ścisłą i ciągłą kontrolą. Takie błędy mogą zostać szybko i bezlitośnie wykorzystane przez konkurencję. Z drugiej strony, warto zauważyć, że również czarownica przyczyniła się do odnalezienia przez niego jaskini z pomarańczami, czyli można przyjąć, że nastąpiło umiejętne wykorzystanie błędów konkurencji.

Skrzydła służą do latania

Pewien Mistrz poinformował swojego ucznia, że posiada on wyjątkowy talent - jeśli zechce, może zacząć latać. Powiedział mu, by skoczył z wysokiej przepaści i w ten sposób rozwinął w sobie zdolność latania. Młodzieniec bał się jednak, że gdy skoczy od razu z bardzo dużej wysokości, może zrobić sobie krzywdę lub nawet zginąć. „Życzliwi” znajomi również odradzali mu skok w przepaść. Z zazdrością słuchali o talencie przyjaciela i woleli, by się on nigdy nie rozwinął. Doradzili mu natomiast, by na początek potrenował skoki z niższej wysokości - ze stołu, drabiny, domu… Młodzieniec wspiął się więc na drzewo i skoczył. Po chwili poczuł, że uderzył z całej siły w ziemię. Nie zdążył nawet rozłożyć skrzydeł, nie miał czasu na żaden manewr. Mistrz z wyrozumiałością wytłumaczył mu, że jeśli chce latać, musi mieć do tego przestrzeń. Powinien znaleźć dla siebie wystarczająco dużo miejsca i czasu, by rozwinąć skrzydła. Przede wszystkim jednak, nie może czuć lęku przed ryzykiem.

Opowieść uzmysławia, że pokonywanie słabości i odkrywanie w sobie nowych umiejętności wymaga czasem podjęcia ryzykownych prób. Niepowodzenia uodparniają nas na porażki i przybliżają do zwycięstwa. O swój potencjał należy dbać. Aby go rozwinąć, potrzebne są odpowiednie warunki i wiara w swoje umiejętności. Pokazuje to, że by osiągnąć sukces należy podjąć czasem ryzyko i wziąć na siebie odpowiedzialność za swoje decyzje.

Olbrzym samolub

Bajka opowiada o pewnym olbrzymie i jego ogrodzie. W czasie powrotu ze szkoły bawiły się w nim dzieci. Ogród był bardzo przestronny i piękny, a gromadka urwisów wesoło spędzała w nim czas. Ostatnie siedem lat olbrzym spędził u swego przyjaciela ludojada, mieszkającego w dalekiej Kornwalii. W końcu jednak postanowił wrócić do siebie i gdy zobaczył nieproszonych gości w ogrodzie, przegonił ich na cztery wiatry. Oznajmił im, że jest to tylko jego ogród i nikt więcej nie ma prawa w nim przebywać, po czym całość otoczył murem i przybił stosowną tabliczkę. Biedne dzieci próbowały bawić się odtąd na drodze, ale szosa była pełna kurzu i twardych kamieni. Pozostało im tylko wspominać dobre chwile spędzane w ogrodzie. Gdy nadeszła wiosna i cała okolica się zazieleniła, jedynie w posiadłości samoluba wciąż panowała zima. Ptaki nie chciały tam śpiewać, a drzewa i kwiaty zakwitnąć. Śnieg i mróz cieszyły się z takiego obrotu sprawy, gdyż teraz mogły żyć przez cały rok, bo wiosna zapomniała o tym miejscu. Wnet dołączył do nich północny wiatr, który zaczął swawolnie hulać po opuszczonym terenie. Niebawem do miłego towarzystwa dołączył także grad, który po kilka godzin dziennie uderzał w dach pałacu olbrzyma, rozbijając dachówki. Sam gospodarz nie mógł zrozumieć, dlaczego wiosna nie nadchodziła i liczył, że po prostu się spóźnia. Wiosna jednak nigdy nie nadeszła, a za nią także lato i jesień. Żadna z pozostałych pór roku nie lubiła takiego samoluba i skrzętnie omijała jego ogród. Pewnego dnia olbrzym, leżąc jeszcze w łóżku, usłyszał piękną pieśń w swoim ogrodzie, która okazała się zaledwie ćwierkaniem makolągwy. Potem jednak, przez otwarte okno, dosięgła olbrzyma pewna przyjemna woń. Przez dziurę w murze do środka ogrodu dostały się dzieci i zasiadły na gałęziach drzew. Każde z drzew, zadowolone z ich powrotu, pokryło się zielonymi liśćmi i kwiatami. Cały ogród, z wyjątkiem najdalszego krańca, opanowała rozbuchana wiosna. W kącie ogrodu, gdzie wciąż panoszyła się zima, stał bardzo mały chłopiec, który nijak nie mógł sięgnąć gałęzi. Chodził zatem wkoło drzewa i głośno płakał. Biedne drzewo wciąż było pokryte śniegiem oraz skute lodem i pomimo że pochylało mocno swoje gałęzie, chłopczyk nie mógł ich dosięgnąć. Ten widok rozmiękczył serce samoluba, który wtedy dopiero zrozumiał, dlaczego wiosna omijała jego posiadłość. Wybiegł szybko ze swojego pałacu i wkroczył do ogrodu. Na jego widok czmychnęły jednak wszystkie dzieci, a zima znów opanowała całe połacie terenu. Tylko chłopiec z oczami pełnymi łez, nie zauważył zupełnie nadchodzącego olbrzyma. On jednak podszedł do niego i delikatnie podsadził na wysoką gałąź. Drzewo natychmiast się zazieleniło, a uradowany malec objął swego wybawcę za szyję i mocno ucałował. Gdy tylko pozostałe dzieci zobaczyły całe zajście, zrozumiały raptem, że olbrzym nie jest już taki straszny. On sam uroczyście oświadczył im, że ogród należy także do nich, po czym rozpoczął rozbiórkę muru. Zabawa trwała aż do późnego wieczora, a gdy nadeszła pora pożegnania, olbrzym spytał swoich nowych przyjaciół o chłopczyka, którego podsadził na drzewo. Żadne z dzieci jednak go nie znało, nie widziało wcześniej, nikt też nie potrafił wskazać, gdzie mieszka. Od tego czasu, codziennie po lekcjach, zgrana gromadka odwiedzała olbrzyma, ale nigdy więcej nie pojawił się chłopczyk, którego gospodarz szczególnie sobie ukochał. Bardzo chciał zobaczyć raz jeszcze, swojego pierwszego małego przyjaciela. Mijały lata, a olbrzym na tyle się postarzał i osłabł, że nie miał już sił bawić się ze swoimi przyjaciółmi. Siadał tylko na ganku w ulubionym fotelu i obserwował bacznie dziecięce zabawy oraz swój kwitnący ogród. Pewnego zimowego poranka zauważył, że w kącie ogrodu kwitnie drzewko, a pod nim stoi jego mały przyjaciel. Gdy przybiegł jednak na miejsce, aż poczerwieniał ze złości, gdyż na rękach i stopach chłopca znajdowały się blizny po gwoździach. Wzburzony do granic, chciał się natychmiast dowiedzieć, kto zrobił mu taką krzywdę, aby natychmiast złapać i zgładzić bandytę. Chłopczyk jednak uspokoił jego nerwy, wyjaśniając, iż są to tylko rany miłości. Zdumiony olbrzym aż przyklęknął i zapytał malca, kim zatem jest. On tylko uśmiechnął się tajemniczo i odpowiedział:. „Kiedyś ty pozwoliłeś mi się pobawić w swoim ogrodzie, zatem dziś pójdziesz ze mną do mojego ogrodu, do raju”. Gdy dzieci przybiegły popołudniu, znalazły olbrzyma martwego pod drzewem. Cały był obsypany białymi kwiatami.

Koński prawnik

Pewien koń, zmęczony dotychczasową pracą, postanowił zmienić swoje położenie. Kiedy wieczorem stał pod karczmą, usłyszał jak ludzie rozmawiali o swoich problemach i prawniczych poradach. Zmyślny koń postanowił, że zostanie zwierzęcym prawnikiem, i w ten sposób będzie zarabiał na życie. Nazajutrz otworzył w stodole kancelarię i rozpoczął przyjmować swoich klientów. Żaliła się kura na lisa, że pióra jej zniszczył; skarżyła osa na bąka, że gbur ten we wszystko się wtrąca. Nawet dzik biedny załamany, co szukał swoich zgubionych żołędzi - to wszystko końscy klienci. Rumak pobierał opłatę i udzielał rad niemądrych, których nikt stosować nie chciał, bo nie przyniosłyby żadnego efektu. Wielu kolegów ostrzegało konia, że działanie to jest niesprawiedliwe, lecz on nic sobie z tego nie robił. Zmówiły się w końcu zwierzęta przeciwko temu prawnikowi, posadziły go na taczkę i wywiozły z miasta razem z jego prawniczą teczką.

Bajka wskazuje na kilka ważnych aspektów życia w społeczeństwie. Przede wszystkim, mówi o tym, że prowadzenie własnej działalności niejednokrotnie wiąże się z dużą odpowiedzialnością. Dlatego tak ważne jest poznanie branży, w której będzie się działało, jako że doradzając innym, tak naprawdę sprzedaje się samego siebie. Bycie sprytnym, udawanie mądrego i koncentrowanie się wyłącznie na zysku nie powinny stanowić podstawy naszej autoprezentacji. Często bowiem działając nieskutecznie, można wygenerować jeszcze większą liczbę konfliktów niż ma się początkowo do rozwiązania.

Ziarno dla każdego

Bajka opowiada o pewnym skromnym hodowcy kukurydzy. Słynął on nie tylko w okolicy, ale również w całym kraju z wysokiej jakości produktów. Jego kukurydza trafiała na najlepsze stoły i uzyskiwała najwyższe oceny na różnorodnych targach i konkursach. Zarazem człowiek ten miał specyficzny zwyczaj dzielenia się ziarnem z miejscowymi farmerami. Zapytano go w końcu o powody tych szlachetnych gestów. Doświadczony hodowca wyznał, że robi to we własnym interesie, gdyż wiatr nosi pyłek po polach, i gdy sąsiedzi mają gorsze ziarno, również i jego traci na jakości.

Bajka uczy, że nawet działając w choćby najbardziej wąsko pojmowanym, partykularnym interesie, można zarazem zapracować na dobry wizerunek i prestiż. Pozornie wielkoduszne i bezinteresowne wspomaganie konkurencji może przynieść nam wymierne korzyści, a nawet zaoszczędzić trudu.

Pogodny pasterz

Historyjka dotyczy pewnego zadowolonego z życia pasterza. Przechodzący w pobliżu podróżny zapytał go, jakiej pogody można się dzisiaj spodziewać. Góral, nie patrząc nawet na pytającego, odparł:
- Będzie taka, jaką lubię.
Nieznajomy nie rozumiał jednak, skąd pasterz może posiadać taką proroczą wiedzę. Mężczyzna odpowiedział mu filozoficznie:
- Doszedłem do wniosku, że skoro nie zawsze mogę mieć to, co lubię, to cieszę się tym, co mam lub dostaję. I z tego powodu zawsze jestem kontent.

Historyjka przypomina sens starej sentencji, że jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Nasze szczęście i dobre samopoczucie leży w naszych własnych rękach. Ograniczamy sobie zmartwienia i stres, gdy przyjmujemy życie takim, jakim nam się jawi. Osoby pogodne są też lepiej postrzegane, jako bardziej otwarte i potrafiące lepiej radzić sobie z przeciwnościami losu, co ułatwia im pierwsze kontakty z ludźmi.

Jak diabeł chłopa swatał

Bohaterem bajki jest chłop Maciej, który wracał właśnie z miasta. Ponieważ wypił nieco za dużo, przystawał co krok, łapał się za głowę i głośno zawodził nad swoim pijaństwem. Jęki i narzekania usłyszał pewien diabeł, śpiący sobie smacznie w konarach starej wierzby. Widząc otumanionego gorzałką chłopa, poczuł swoją szansę i po chwili stanął przed nim w całej okazałości. Maciek nie przestraszył się jednak czarta, tylko uznał, że chyba same niebiosa zsyłają mu piekielnika, aby udzielił mu ważnej porady. Następnie pożalił się diablikowi, że choć już przyszła mu pora do żeniaczki, to nijak nie może znaleźć odpowiedniej kandydatki. Każda jest bowiem chytra i leniwa, patrzy tylko na dukaty w skrzyni i morgi na polu. Pomyślał chwilę diabeł, w jaki sposób wyswatać chłopa w zamian za jego duszę. Powiedział zatem Maciejowi, że znajdzie mu kobietę obrotną, pracowitą i zdatną do wszystkiego, która nie będzie łypać tylko na jego pieniądze, ziemię i modne fatałaszki. Uczyni go najszczęśliwszym mężem na świecie, w zamian żądając jedynie, zapisania po śmierci jego duszy. Chłop jednak nie mógł uwierzyć, że istnieje taka idealna kobieta. Obiecał jednak czartowi, że jeśli faktycznie taką odnajdzie, która wypełni jego warunki przez okres tygodnia, to ślub weźmie i zapisze mu duszę. Po zawarciu umowy diabeł zniknął z oczu Macieja, udając się w pośpiesznie do niejakiej Magdy, mieszkającej w sąsiedniej wiosce. Dziewczyna znana była z tego, że już długo szukała męża, bo każdy kto wstąpił do jej domu, niebawem umykał bez grosza w kieszeni. Jej wielka chciwość i lenistwo znane były w okolicy, a sama szukała dla siebie męża hojnego i pracowitego. Gdy zobaczyła przed sobą pokracznego diabła, chciała go przepędzić miotłą, on jednak zaproponował jej chytry układ. Opowiedział Magdzie całą rozmowę z Maciejem i nakazał surowo, aby przez cały tydzień pilnie wykonywała wszystkie jego polecenie. Zarazem, miała wzgardzić wszystkimi strojami i dukatami, które będzie jej przynosił, a jeżeli jeszcze przez tydzień wytrzyma bez objadania się, zdobędzie wymarzonego chłopa. Magda przystała na jego propozycję, choć tydzień czasu wydawał się dla niej całą wiecznością. Już pierwszego dnia Maciek nie mógł wyjść z podziwu, jak kobiecie praca pali się rękach. Jeszcze większy szok przeżył następnego dnia, gdy nie zwróciła żadnej uwagi na jedwabne suknie i monety, które przyniósł piekielnik. Trzeciego dnia spełniała wszystkiego jego kulinarne zachcianki, sama nic nie jedząc. Maciej nabrał jednak pewnych podejrzeń i nakazał diabłu, aby razem schowali się na strychu i przez szparę w podłodze podglądali dziewczynę. Przestraszył się nieco diabeł, ale ukradkiem i półgębkiem ostrzegł Magdę przez podstępem. Gdy tylko przy pierwszej okoliczności opuściła chatę, chłop z czartem wgramolili się na strych i czekali na dalszy przebieg zdarzeń. Tymczasem Magda wpadła nagle do izby, wymachiwała miotłą jak szalona, garnki wyczyściła na glanc, a na domiar wszystkiego, wesoło sobie przy tym podśpiewywała. Maćkowi ze zdumienia aż oczy na wierzch wyszły, a uradowany diabeł już zaczął schodzić po drabinie na dół. Nagle potknął się niezdarnie o szczebel i wpadł cały do worka pełnego maku. Ziarenka wypełniły mu płuca, że aż diablisko ledwie oddychało. Magda podniosła wielki wrzask, a wraz z nią Maciek, że aż się ludzie pozbiegali. Diabeł tymczasem próbując wypluć nieszczęsne ziarenka, wołał tylko:

- Mak - dusi, Mak - dusi.
Dziewczyna straciła zupełnie głowę, sądząc, że czart wszystko co przyniósł, teraz niechybnie odbierze. Zawołała tylko do ludzi:
- Słyszycie!? Wszystko Magdusi oddaje! - Po czym porwała złoto i stroje, starając się schować je do komórki. Maciej zorientował się wtedy w całym przedstawieniu, ale nie zdążył schwycić diabła za kark, bo ten tylko ogniem błysnął i zniknął.

Historia uzmysłowia, że w dobrym przedstawieniu aktorzy grają swoje role do samego końca. Diabeł sprawnie reżyserował cały spektakl i nawet aktorka robiła wszystko tak, jak sobie obmyślił. Działo się tak, gdyż dokładnie poznał preferencje swojej przyszłej ofiary, która sama wyznała mu, czego oczekuje od idealnej kandydatki na żonę. W takiej sytuacji mógł zaprezentować ze swoją wspólniczką, wszystko to czego oczekiwał chłop. Bajka pokazuje oczywiście sytuację idealną, gdyż w życiu codziennym, stając przed gronem obcych sobie ludzie nie wiemy, czego od nas oczekują i jak nas postrzegają. Zazwyczaj nie mamy także możliwości podejrzenia „przez dziurę w podłodze”, tego jak ludzie zachowują się naprawdę, gdy nie są obserwowani. Człowiek, planujący publiczne występy, powinien jednak dokonać wcześniejszego „rozpoznania”, aby wiedzieć z kim będzie miał do czynienia, aby zmniejszyć swój stres. Magda potrafiła niemal do końca zachowywać naturalność swoich kroków, co przekonywało Maćka, że jest faktycznie najlepszą partią w okolicy. Zarazem, przy pierwszej wpadce straciła zimną krew i zła natura oraz stare przyzwyczajenia, wzięły nad nią górę. Osoba występująca publicznie musi zatem poczuć w sobie duszę aktora, aby grać do końca przygotowaną rolę, nawet jeśli okoliczności ulegną nagłej i niespodziewanej zmianie.