Frank Duncan

Frank Duncan Avatar
Country : World
Title : Not specified
Birth Date : Not specified
<3 status : Not specified
Number of visits : 39
Number of comments : 5
Number of MLS : 29

MLS's by Frank Duncan See All

Kategoria: Ciekawostki>Z Polski

Grabarz z Krakowa miał we Krwi 9,5 promila alkoholu i przeżył. Mieszkaniec Wrocławia w 1995 r. osiągnął absolutny medyczny rekord świata - 14,8 promila. Nasz bohaterski rodak przekroczył trzykrotnie śmiertelną dawkę.

Tagi: ciekawostka, ciekawostki, z Polski

Co mówi dżem jak się go otwiera?
- "Dżem dobry".

Подходит Вовочка к учительнице и спрашивает ее:
- Марьванна, скажите, у солнышка есть ножки?
- Нет. А почему ты спрашиваешь?
- А мой папа всегда говорит: ""Солнышко, раздвинь ножки!""

xxx: Видели там, наряду с привычными уже 7D и 11D кинотеатрами, запредельный 20D и неопределённый XD.
xxx: Выходят недовольные посетители, а им так ехидно: "А вы разве не видели мелким шрифтом, что Х=2?"

Brzechwa Jan - Baśń o stalowym jeżu

Kategoria: Wiersze>Poezja polska

Na ulicy Czterech Wiatrów
Niedaleko Bonifratrów
Do zachodnich ścian przytyka
Sklep Magika Mechanika.
Sklep ten zawsze jest zamknięty,
Lecz przez okno wystawowe
Widać różne dziwne sprzęty,
Różne części metalowe,
Tajemnicze instrumenty,
Automaty, lalki, skrzynki,
Nakręcane katarynki,
Śpiewające psy i świnki.

Z głębi sklepu znad stolika
Patrzą oczy Mechanika.
Widać jego twarz niemłodą,
Okoloną rudą brodą,
Duże uszy, nos spiczasty
I krzaczaste brwi jak chwasty

Całe noce Magik siedzi
Pośród zwojów drutu z miedzi,
Warzy zioła, praży kwasy
I uciera kuperwasy.
Kto zobaczy Mechanika,
Tego zaraz lęk przenika,
Ten ucieka od wystawy,
Choćby nawet był ciekawy.

Dnia pewnego w październiku
Napłynęło chmur bez liku,
Runął wicher porywiście,
Poleciały żółte liście,
Zaciemniły się błękity,
Zgęstniał mrok niesamowity.
Snadź żałosny śpiew jesieni
Albo napływ nocnych cieni,
Albo gwiazd zupełny zanik
Sprawił właśnie, że Mechanik
Usnął nagle przy stoliku
Dnia pewnego, w październiku.

Spał jak kamień. A tymczasem
Drzwi rozwarły się z hałasem
I ze sklepu na ulicę
W noc, w jesienną nawałnicę
Wybiegł z chrzęstem jeż stalowy
Miał przyłbicę zamiast głowy,
Od przyłbicy aż po pięty
W stal hartowną był zaklęty.
Miał też pancerz - z każdej strony
Mnóstwem igieł najeżony,
Nadto miecz ze stali twardej,
Tarczę tudzież halabardę.

Jeż przez chwilę nasłuchiwał,
Coś wspominał, coś przeżywał.
Spojrzał w noc październikową
I zacisnął pięść stalową.
W krąg ulica była pusta.
Mrok narastał, wiatr nie ustał,
Deszcz jesienny w szyby chlustał.

Co się stało, to się stało,
Widać tak się stać musiało,
Jeż więc naprzód ruszył śmiało,
Pędził w dal opustoszałą,
Pod murami się przemykał
I w zaułkach ciemnych znikał.
A gdy biła jedenasta,
Jeż opuścił mury miasta.

Minął sady i ogrody,
Przebiegł szybko gaik młody,
Aż wydarłszy się zawiei
Jeż stalowy dopadł kniei.
Tu odetchnął. Leśne zmory
W dziuplach jadły muchomory,
W opuszczonym jarze strzygi
Odprawiały na wyścigi
Swoje pląsy i podrygi,
Wiedźmy spały w gniazdach wronich,
Sowy piały, a koło nich,
Wyskoczywszy na wierzchołek,
Na piszczałce grał Dusiołek.

Jeż przez chwilę odpoczywał,
Coś wspominał, coś przeżywał,
Lecz niebawem ruszył dalej,
Budząc wiedźmy chrzęstem stali.

Brzask od wschodu jaśniał złudnie,
A Jeż zdążał na południe,
Stanął właśnie na polanie,
Gdy znienacka, niespodzianie
Ujrzał tam, gdzie rzednie knieja,
Czarodzieja Babuleja.

Miał Babulej łeb jak skała,
Z nozdrzy para mu buchała,
Wylatywał ogień z gęby,
Miał ramiona jak dwa dęby,
Każdą nogę miał jak wieża.
Gdy się ocknął, spostrzegł Jeża.

Był Babulej tak potężny,
Że Jeż mężny i orężny
Zbladł - o ile jeże bledną,
Ale to jest wszystko jedno.
Rzekł Babulej: ˝Hej, rycerzu,
Hej, stalowy dzielny Jeżu,
Jaka moc i jaka władza
Do tej kniei cię sprowadza?
Czy przybywasz do mnie w gości,
Czy chcesz zabrać moje włości,
Czy też cel masz niedościgły,
Aby we mnie wbić swe igły?˝

Jeż zawołał: ˝Dobrodzieju,
Czarodzieju Babuleju,
Od przyłbicy aż po pięty
Jam stalowy Jeż - zaklęty
Przez Magika Mechanika -
I wprost żałość mnie przenika,
Kiedy patrzę na mą zbroję,
Na stalowe igły moje.
Twoja mądrość jest bez miary,
Powiedz, jak mam zrzucić czary?
Dokąd iść mam? Wskaż mi drogę,
Bo tak dłużej żyć nie mogę.˝

Zastanowił się Babulej
I do Jeża rzekł już czulej:
˝Z tej krynicy wody ulej.
Kiedy nią przemyjesz oczy,
Wnet przed tobą się roztoczy
Gładka droga. Idź nią żwawo,
Byle w prawo, zawsze w prawo!
Gdy dotrzymasz tego święcie,
Spadnie z ciebie złe zaklęcie.˝
Jeż uściskał Babuleja.
˝W tobie cała ma nadzieja˝-
Rzekł z wdzięcznością. Bez przeszkody
Nalał w dłoń cudownej wody,
Wodą plusnął sobie w oczy,
Aż tu nagle się roztoczy
Droga gładka, lecz zawiła:
Cała we mgle się gubiła,
Porośnięta przy tym była
Migotliwą srebrną trawą.
Jeż tą drogą ruszył w prawo.

Szedł bez przerwy aż do zmroku,
Nie zwalniając nawet kroku,
Ani nie jadł, ani nie pił,
Tylko chłodem się pokrzepił.
Dziwne dziwy widział z lewa:
Migdałowe kwitły drzewa,
Kolorowych słońc ulewa
Oblewała piękne place,
Na nich domy i pałace,
A w pałacach rajskie ptaki,
A w ogrodach złote maki,
A wokoło mleczne rzeki
Zdążające w świat daleki.

Jeża złudy nie skusiły.
Wytężając wszystkie siły,
Ciągle w prawo szedł po drodze,
Pamiętając o przestrodze.
I po stronie właśnie prawej
Ujrzał Jeż rtęciowe stawy.
Falowała rtęć srebrzyście
I srebrzyła się faliście,
I jaśniała uroczyście,
Blask rzucając na wybrzeża,
Na dal mroczną i na Jeża.

Jeż przed siebie śmiało dążył,
W żywym srebrze się pogrążył
I przez rtęci śliskie fale
Płynął silnie i wytrwale.
Stoczył przy tym bój zajadły,
Bowiem zewsząd go opadły
Wygłodniałe, złe trytony,
Ale on, niezwyciężony,
Mieczem rąbał i wywijał,
Aż je wszystkie pozabijał.
Gdy Jeż stawy wreszcie przebrnął,
Połyskiwał zbroją srebrną.

Kroczył naprzód niestrudzony,
Rtęcią złudnie posrebrzony,
Miecz wyostrzył, jak należy,
A gdy mrok się rozlał szerzej,
Zszedł w Dolinę Nietoperzy.
Czuł, że bój nie będzie błahy:
Nietoperze z kutej blachy,
Z metalicznym skrzydeł chrzęstem,
Uderzyły rojem gęstym,
Ćmy blaszane o północy
Przyleciały do pomocy,
A ze szczelin pełzły strachy,
Nocne strachy z kutej blachy.

Jeż odważnie się najeżył,
Halabardą się zamierzył,
Wpadł w sam środek nietoperzy
I na oślep ciął z rozmachem
Napastliwą groźną blachę.
Ciem padały całe stosy,
A on wciąż zadawał ciosy,
Nietoperzy chmary tępił,
Tarczę pogiął, miecz przytępił,
Deptał blachę pokonaną,
A gdy bój się skończył rano,
Stwierdził Jeż swój tryumf świeży,
Więc z Doliny Nietoperzy,
W której posiał śmierć i trwogę,
Wyszedł znów na gładką drogę.

Mgła, jak zwykle, drogi strzegła,
Droga prawą stroną biegła.
A gdy świt był niedaleko,
Stanął Jeż nad wielką rzeką.
Nurt burzliwy i spieniony
Tworzył wiry z prawej strony.
Jeż to zoczył, lecz nie zboczył,
Tylko w środek wirów skoczył.
Płynął śmiało jak na połów,
A gdy przemógł moc żywiołów,

Ujrzał Wyspę Trzech Bawołów.
Był na wyspie las potężny,
Nie drewniany, lecz mosiężny,
Z lasu, sadząc przez wądoły,
Wyskoczyły trzy bawoły
I ruszyły wprost na Jeża,
Który dotknął już wybrzeża.
Ziemia drżała, tratowana
Przez bawoły. Gęsta piana
Wystąpiła im na pyski,
W ślepiach drgały krwawe błyski,
A kopyta ich potężne,
Nie zwyczajne, lecz mosiężne,
I mosiężne wielkie rogi
W sposób groźny i złowrogi
Skierowały się na Jeża:
Tylko bawół tak uderza.
Jeż, do walki już gotowy,
Wyjął z pochwy miecz stalowy,
W bok uskoczył i zawzięcie
Rąbnął mieczem. Straszne cięcie
Zmiotło sześć bawolich rogów,
Które spadły wśród rozłogów.
Ich mosiężny dźwięk rozbrzmiewał,
O mosiężne tłukł się drzewa
I przez echo powtórzony,
Brzmiał i grzmiał na wszystkie strony.

A bawoły chyląc głowy
Legły rzędem. Jeż stalowy
Stał podparty halabardą
I przyglądał się z pogardą
Pokonanym swoim wrogom
I mosiężnym wielkim rogom,
Po czym w prawo ruszył drogą.

Dziwne dziwy widział z lewa:
Z białych skał sfrunęła mewa
Trzepotliwa, śnieżnobiała,
W dziobie złoty klucz trzymała,
Kluczem skały otwierała,
Otwierała złote bramy,
Skarbce, zamki i sezamy.

On szedł w prawo, ciągłe w prawo,
Gardził złotem, gardził strawą,
Szedł bez przerwy, aż do zmroku,
Nie zwalniając nawet kroku.
Ani nie jadł, ani nie pił,
Tylko chłodem się pokrzepił.

Kiedy tak przez piachy kroczył,
Z pochwy naraz miecz wyskoczył
I pofrunął w dal z łoskotem,
Tarcza za nim w ślad, a potem
Halabarda, mknąc przed siebie,
Znikła szybko w nocnym niebie.

Jeż oniemiał, Jeż się zdumiał,
Ale zanim coś zrozumiał,
Jakaś siła niebywała
Nagle z ziemi go porwała
I poniosła jak źdźbło słomy
W świat daleki, niewiadomy.

Jeż w niezwykłym swoim locie
Widział gwiazd jarzących krocie,
A pod sobą czarną chmurę,
A przed sobą wielką górę
Niebotyczną i wyniosłą -
Do niej właśnie Jeża niosło.

Jeż wytężył wyobraźnię,
Wzrok wytężył i wyraźnie
Widział teraz i miarkował,
Że to Góra Magnesowa
Z dali ciemnej się wyłania,
Że jej siła przyciągania,
Nieodparta i straszliwa,
Stal unosi i porywa.

Leciał Jeż jak srebrna kula,
Brzęczał tak jak pszczoła z ula,
Góra przed nim w oczach rosła
Niebotyczna i wyniosła,
Wreszcie gniewny i ponury
Przylgnął Jeż do zbocza góry.

Stał bezbronny, pełen trwogi,
Magnes więził jego nogi
I krępował wszystkie ruchy,
Tak jak muchę lep na muchy.

Chcąc się wydrzeć z tej niewoli,
Jął poruszać się powoli,
Jął powoli p

Учились в Харьковском худпроме два перца-дизайнера - Витя-и-Вова. Пишу
слитно, и люди которые их знавали меня поймут - увидеть одного без
другого - это равносильно... ну... все равно, что Кока без Колы. Большие
друзья, вместе учились, вместе снимали комнату в общаге, вместе бухали и
бабцов тоже вместе в этой самой комнате и развращали на пару. Но это
так, к слову. Собственно история - одна из миллиона историй, которые про
них ходят по харьковской дизайнерско-худпромовской тусовке - началась,
когда Витя-и-Вова взяли заказ на оформление интерьера китайского
ресторанчика. Приехали к заказчику. Директор, китаец естественно, долго
им рассказывал через переводчика, каким аутентичным должен быть
ресторанчик, как там должно быть хорошо всем китайцам Харькова и как
этот самый интерьер должен навевать воспоминания о такой далекой
родине.... Витя-и-Вова внимательно слушали, кое-что записывали, кивали
головами, глубокомысленно поддакивали - в общем, работали с клиентом на
все сто. Первыми переговорами клиент остался доволен, и Витя-и-Вова
уехали творить. Нет, Творить. Ибо то, что получилось в результате недели
бессонной работы в компьютере превосходило все мыслимые пределы
человеческой фантазии. В ход пошла вся известная нашим героям китайская
стилистика - бумажные стены, крыши пагод, красные китайские фонарики,
драконы, китайские журавли, побеги бамбука, китайские мандaрины были
щедро перемешаны дизайнерской фантазией Вити-и-Вовы в большую кашу и от
души снабжены комментариями в виде чернильных иероглифов, покрывавших
практически все пространство будущего ресторана. Словом, предполагаемый
посетитель-китаец будущего ресторана должен был умереть от приступа
ностальгии по родине уже на пороге данного заведения. И грянул день
сдачи заказа... Комната/офис в общаге, в которой обитали Витя-и-Вова,
была отдраена до зеркального состояния. Компьютер был выставлен на
середину комнаты, монитором к двери, на монитор была выведена картинка
интерьера в трехмерной проекции. В ожидании заказчика нервно курили на
балконе... И вот приехал заказчик. Директор-китаец, переводчик-китаец,
секретарь и водитель чинно зашли в комнату и тут их взорам предстала
красота неземная. Директор остановился посреди комнаты перед компутером,
посмотрел на картинку, хмыкнул по-китайски, развернулся и ни слова ни
говоря вышел. За ним бросился секретарь, за ним водитель, за ним
переводчик, а за ними - Витя-и-Вова, которые были мягко говоря в шоке от
скорости принятия решения, которое явно было не положительным. Пока вся
компания с директором во главе змейкой спускалась по лестнице,
Витя-и-Вова вприпрыжку бежали за переводчиком, на ходу пытаясь получить
хоть слово обьяснения, что же случилось. У самой двери, буквально зажав
хилого китайского переводчика в угол два молодых организма в две глотки
хором спросили: "ПОЧЕМУ?". На что переводчик поднял вверх указательный
палец и тоном оскорбленной невинности произнес фразу, впоследствии
ставшую исторической:

- ЭТО Я-П-О-Н-С-К-И-Е ИЕРОГЛИФЫ.

Why did the blonde take two hits of acid?

n

She wanted to go on a round trip.

n

Submitted by Curtis
Edited by Yisman

Cheese ball

Tagi: cheese ball recipe | appetizer recipes

Cheese Ball

From the kitchen of Judy/AZ

8 ounces cream cheese
8 to 16 ounces sharp Cheddar cheese, grated
1 package Hidden Valley Ranch dressing
1/2 cup mayonnaise
1/2 cup skim milk
Red pepper, optional
Chopped green onions, optional
Finely chopped celery, optional
Finely chopped green pepper, optional
Minced garlic, optional

Mix Hidden Valley Ranch dressing, milk and mayonnaise. Add in cream cheese and Cheddar cheese. Mix well. Put into freezer for about 20 minutes.

Shape into balls (makes 2 good size balls, 3 smaller). Put back into freezer just long enough to make the ball firm enough to roll. Roll cheese ball in pecan pieces or chopped parsley. (Unrolled cheese balls freeze well.)

Serve with crackers (wheat, cracked pepper, Triscuits, etc).



Kategoria: Appetizers

Czas to dobry nauczyciel, szkoda tylko; że uśmierca swoich uczniów.
(Kurt. Goetz)

Undank, du schwarzer Undank,
Bist aller Laster Quell
Und wächst mit jedem Schritte
Und schwillst zum Strome schnell.

Autor: Quelle: »Lob der Armut«, Gedicht von 1819

Frank Duncan's favorite MLS's See All

Doh! This user still hasn't added any MLS's to their favorites.